sobota, 17 października 2015

Bluzka hand-made. Stanik hand-made.

 Rozłożył ją...


Miał doprawdy analityczny umysł. Urodził się taki. Praca, jaką wykonywał, uczyniła go jeszcze bardziej skoncentrowanym na szczegółach. Postrzegał rzeczywistość w częściach.

Tak było również, kiedy na ławce naprzeciwko dostrzegł ją. Trudno było jej nie zauważyć. W nieprzyjaznej, obskurnej scenerii peronu kolejowego ona była jak jasna wyspa, kwiat, który wyrósł na przekór cienistej przestrzeni.

Cały peron, pusty, utkany  z plam oleju, plastikowych ławek i przeciągów. I oni. W drodze dokądś, w oczekiwaniu na coś, w zapatrzeniu na siebie.

Tak, zerkali na siebie nawzajem. Ona jakby sprawdzając, czy to nie jakiś groźny typ. Jej źrenice jednak z każdą chwilą miękły, traciły nieufność na rzecz zainteresowania.
On zaś jak zwykle - studiował ją po kawałeczku. Miał czas, mógł ją kleić z małych puzzli. Z namaszczeniem, z nasyceniem, z przyjemnością. Podobała mu się. Jeszcze nie wiedział dlaczego, bo zupełnie nie była w jego typie, ale już rozsiała wokół coś, co kazało mu na nią patrzeć.

Siedziała, ale ocenił że jest drobna, lecz wysoka. W tych proporcjach była jakaś tajemnica, coś poza statystyką. Miała wątłe ramiona, szczupłe, lekko przygarbione łopatki otulone dzianinowym wdziankiem. Ale z tej szczuplutkiej, niemal dziecięcej sylwetki wyrastały nieprawdopodobnie długie nogi, ręce i imponujące piersi.
"Może jest modelką", pomyślał.

Powrócił do twarzy i zdał sobie sprawę, że to nie twarz modelki. Dość duży, grecki w kształcie nos ją w tym temacie  dyskwalifikował. Ale jemu bardzo się spodobał. Zdradzał inteligencję, pazur w osobowości. Tak właśnie myślał.

Ujęła go tym, jak siedziała. Szczupłe kolana, ot zwyczajnie, bez kokieterii spoglądające spod lekkiej, białej spódniczki, jakby bezmyślnie rozrzucone. Nie poddawały się zasadom. Ona była niezwykle dziewczęca, a jednocześnie w ruchach jak chłopak. Wyglądała jakby absolutnie zapomniała o mężczyźnie obserwującym ją z raptem kilkunastu metrów. Nie dbała o pozę, pozwalała raczej ciału rozgościć się na chwilę na peronie. Bezładnie ułożyła swoje nogi, stopy, dłonie, całą siebie. Zatopiona w nonszalanckim oczekiwaniu.

Poruszyła się się.Spojrzała na zegarek. Szczupły, bardzo opalony nadgarstek, nijaki, niedrogi zegarek. Tak, jeszcze kilka minut. Znów opadła na oparcie. Włożyła rękę w kieszeń. On to odnotował i w duchu westchnął z podziwu.

I tak dzielił ją na cząstki. Niemal na atomy. Stała się dla niego jak zagubiona w tej szarzyźnie kula niezwykłej materii. Zachwycała go.

Chciałby, aby ich pociągi nie nadjechały, by ludzie nie nadeszli, a czas zatrzymał się dla potrzeb jego zachwytu, pragnienia i tęsknoty nabrzmiewających w całym jego ciele i umyśle.

*    *    *


Tekst pochodzi z bloga, którego tworzyłam kilka lat temu. To był blog literacki. I zdecydowanie dla dorosłych:-)
Ten fragment jest jednak "soft" i mógł się tu znaleźć. Pomyślałam, że pasuje do klimatu zdjęć. Oczywiście fotografie nie są ilustracją do powyżej opisanej sceny, po prostu wymyśliłam sobie taki inny post.
Ha, a ile mnie pracy omija! Zdjęcia gotowe, wystarczyło sobie pobrać z maila, tekst napisany dawno temu, kopiuj-wklej i gotowe.

Opowiem Wam trochę o samych zdjęciach. Jakiś czas temu poznałam bardzo ciekawą osobę - Paulinę. Uwielbiam z nią rozmawiać, wzajemnie łapiemy swoje poczucie humoru, czasami specyficzne:-) Poza tym przebywanie z nią nigdy nie jest jałowe - zawsze kończy się na jakiejś dowcipnej opowieści, wymianie poglądów czy żywej dyskusji.

Paulina jest fotografem. Z wielką pasją, zapałem i wspaniałymi pomysłami. Robi różne zdjęcia, pełen wachlarz, ale najbardziej lubi fotografować kobiety, portretować ich charakter i piękno.
Jej konikiem jest gra światłem i cieniem i czasami naprawdę maluje...
Jej zdjęcia możecie podziwiać TUTAJ oraz TUTAJ



Na sobie mam bluzkę, którą własnoręcznie uszyłam. Stanik też uszyłam sama. Szary szyfon i koronka tworzą dość zmysłowe, jak mi się wydaje, połączenie. Nie chciałam jednak, by to było wyzywające i wulgarne.
Reszta to zwykłe dżinsy i buty, które kilkakrotnie mogliście jż tutaj oglądać.
















Ten post jest pożegnaniem. Jeśli nie na zawsze, to na jakiś czas.
 "Zegnaj" i "nigdy" chyba jednak zbyt radykalnie definiują i zobowiązują, wolę się więc asekurować i powiedzieć, że zawieszam działalność.
Przyczyny są różne, ale uspokajam, nie jest to coś bardzo złego.
Jeśli komuś choć trochę będzie mnie brakowało, to miło.

bluzka (blouse) - hand made
stanik (bra) - hand made
spodnie (jeans) - nn
buty (shoes) - deichmann