wtorek, 2 czerwca 2015

Usta usta. I dziwactwa.


Słowo się rzekło. Wymigiwać się nie będę. Zwłaszcza, że co niektórzy cisną, żebym jednak zwierzyła się tu ze swoich dziwactw, jak w poprzednim wpisie obiecałam.
Uwaga! To post tylko dla cierpliwych i twardych. Będzie długo, szczegółowo i chwilami psychodelicznie.

To ja może od początku - stara, sprawdzona metoda. 

Spotkałam się niedawno z kilkorgiem znajomych.  I jak to często bywa, rozmowa zaczęła się niewinnie, od jakiegoś przypadkowego tematu, potoczyła się jednak w kierunku, którego nikt by nie przewidział;-) W kierunku dziwactw właśnie.
Opowiedziałam o swoim małym, sekretnym odchyleniu od normy.

Mianowicie, że zawsze, żeby nie wiem co i jakie temperatury na plusie nie były, muszę spać w skarpetkach. Choćby w jednej. Bo tu nie chodzi o skarpetki w sumie, tylko o pięty;-))
Nie znoszę tego uczucia, kiedy dotykam piętą o piętę lub kiedy cudza pięta dotyka mojej pięty. Ogólnie rzecz ujmując, wara od moich stóp ze swoimi stopami. Na myśl, że mogłabym się otrzeć o czyjąś stopę, nie daj Boże z lekka choćby szorstką, cała się spinam. Brrrr.
To dlatego mam fizia pielęgnacyjnego w temacie stóp. Czuję się spokojna, kiedy moje stópki są jak pupcia niemowlaczka. Jestem obstukana w kremach, balsamach i peelingach oraz wszelkich patentach wygładzających.

I nie mogłabym być kosmetyczką czy pielęgniarką. Ogarnęłabym wszystko, ale nie cudze stopy. No nie! Nie umyłabym, nie wymasowała i nie obcięła paznokci przy cudzych stopach. Dziecku mogę, ale dorosłemu... nie ma opcji. 
Znajomym opowiedziałam na przykład, jak kiedyś przyglądałam się mojemu tacie, który leżał sobie na łóżku i czytał gazetę. Z krzesła, na którym siedziałam, widziałam tylko jego gołe nogi. Pomyślałam wtedy, że kiedy będzie stary czy chory, zajmę się nim, bo to dla mnie oczywiste. Ale co ja zrobię z tymi stopami? ;-)  W tym zakresie wezwę posiłki;-)

Co ciekawe, nie mam nic przeciwko masowaniu moich stóp. Riko jest po kursie masażu i robi to wyśmienicie. Zbyt rzadko, powiedziałabym. Ale wtedy to jest całkiem inna sytuacja. Bo jest oliwka, bo nastawiona jestem nieobronnie;-)

To tyle w temacie mojego pierwszego dziwactwa. I mniej więcej tyle opowiedziałam znajomym. Zachęcona dodatkowo pysznym pszenicznym piwem.

No to reszta zaczęła  teraz krążyć po swoich zwojach mózgowych, czynić autoanalizy, by wyszperać jakieś dziwactwo. Z jedną kumpelką w tak zwanym międzyczasie udałyśmy się do toalety (ptaki latają kluczem, baby do kibla chodzą parami).
Idziemy schodami, ja też wciąż się zastanawiam, czym jeszcze mogłabym błysnąć (błysk to wątpliwy, wiem). Bingo! Mam! Już otwierałam usta, żeby podzielić się odkryciem, ale R. mnie ubiegła.
- Wiesz co? Tak myślę, czy mam coś dziwacznego i chyba mam. To ma nawet nazwę, trypofobia. To jak się brzydzisz, boisz czegoś, co ma dużo dziurek. I znam tylko jedną osobę, która też to ma.

Uwierzcie mi, prawie zeszłam z wrażenia. "No, to znasz dwie", mówię. Dokładnie o tym pomyślałam, schodząc po schodach i od razu zrozumiałam, o czym mówi R.

Zaczęłyśmy jedna przez drugą podawać przykłady na obleśne, odrzucające zjawiska, obrazki, które potrafią zjeżyć włos. 
Wróciłyśmy do reszty towarzystwa i, tak jak przewidywałyśmy, nie bardzo rozumieli, o co nam chodzi. No bo jak widok plastra miodu, mrowiska czy nasion lotosu może paraliżować... Może!

Niestety, coś tchnęło moją koleżankę i wyguglała sobie trypofobię. Było mi zimno już do końca wieczoru. A jak sobie to przypomniałam rano, to i rano. Teraz, gdy o tym piszę, też jest mi zimno. Serio. I to się dzieje samo.
 Wymieniłyśmy się z R. pierwszymi wspomnieniami odnośnie tej fobii (jak na najprawdziwszej psychoterapii, hehe). Dla niej była to plastelina w przedszkolu lub szkole, w której robiło się wykałaczką/długopisem/cyrklem dziurki, jedna obok drugiej. Dla mnie zaś scena, w której babcia czyści tę dziurkowaną część od maszynki do mięsa - nie miałam wtedy więcej niż 5 lat, ale doskonale pamiętam, jakie to na mnie wywarło wrażenie.
A tego samego dnia, w którym doszło do spotkania przy piwku i dziwnych rozmów, wracałam z rajdu rowerowego i na poboczu zobaczyłam ścięty krzew. Nie z jednym pniem, tylko wieloma grubymi pędami. Ścięto je przy ziemi, pozostawiając dla większości zwyczajny, a dla mnie odrażający obraz dziesiątek krążków. Fuj. Naprawdę, to się czai wszędzie:-)

 Dobrze mi z wiedzą, że zjawisko ma nazwę, że nie jestem sama i nawet bliska koleżanka "cierpi" na tego samego pierdolca.
Ale mam wątpliwości, czy ogólnie podziałało to na mnie kojąco. Otóż teraz nie tylko te dziurkowane obrazy same na mnie wpadają, ale ja się ich doszukuję. Kilka dni temu posłałam R. sms-a ze zdjęciem arbuza, z którego wcześniej synek życzliwie wyjął mi pestki, żebym mniej roboty miała przy konsumpcji;-) Ona oczywiście poczuła ten sam wstręt na widok dziur po pestkach. Choć uznała, że dziury nie są na tyle małe, by zwaliły z nóg. A ja też nie wiem, czy kiedyś by mnie tak ruszały.
Taka sytuacja. Są ludzie normalni i mniej normalni;-D


Ale na koniec zostawiam Wam wisienkę na torcie.  Mówię Wam, to nagroda dla tych, którzy dotrwali do tego momentu moich wynurzeń. 
Otóż koleżanka opowiedziała o swoim ex, który był pedantem. Wada to lub zaleta, zależy od punktu widzenia. Albo siedzenia, jak się zaraz okaże...
Ex zawsze z typowym dla siebie zapałem wysprzątał mieszkanie na weekend, z dumą podziwiał swoje wypucowane ciemne płytki w toalecie.  A jak przychodzili znajomi, to zabraniał facetom sikać na stojąco, bo opryskają i będą ślady. Koledzy się stanowczo buntowali, ale ex się upierał i jeszcze bardziej stanowczo upraszał o sikanie na siedząco. Jak który szedł za potrzebą, to ex się kładł na podłodze w korytarzu i zaglądał przez wywietrzniki w drzwiach od kibelka, czy stopy są frontem do klienta czy raczej tyłem. Jak tyłem, to przerąbane.

Do dziś nie wiem, czy ex robił to trochę dla jaj, czy naprawdę terroryzował tak kumpli. Ale podobno teścia oszczędzał;-)

*    *    *


To była najszybsza sesja zdjęciowa świata. Trzy minuty pod blokiem. Ale za to się ubawiłam, co nawet trochę widać.
Kiedy się ładnie ustawiałam do zdjęcia, na balkonie na parterze przeciwległego budynku pojawił się młody, nawet przystojny facet w naprawdę dziadkowych gatkach, do tego brązowych. I przepłoszony był mocno. Niestety, nie byłam w stanie utrzymać powagi.




 









fot. Riko

płaszcz (coat) - h&m
spodnie (jeans) - fishbone
koszulka (t-shirt) - sh
trampki (sneakers) - nn
torba (bag) - sinsay
okulary (sunnies) - cambell
kolczyki (earings) - ?

42 komentarze:

  1. Zacznę od komentarza sesji, bardzo fajnie :D Moja mam ma identyczne wdzianko, kupiła w moim outlecie.
    Też kiedyś nie lubiłam kiedy ktoś dotykał moich nóg swoimi gołymi stopami. No w czasie studiów zdarzało się przenocować kogoś ze znajomych, koleżanek, jak nie było miejsca no to co hop siup do jednego wyra. I właśnie jedna koleżanka nocowała u mnie co dwa tygodnie i lubiła mnie straszyć swoimi gołymi stopami :D Teraz mi tak jakby przeszło, bo kiedy to mąż mnie dotyka mi to nie przeszkadza. No i pielęgniarką/opiekunką też bym nie mogła być. Nie tylko ze względu na stopy. Może to dziwne, ale boję się, że własnemu dziecku będzie mi ciężko zmienić pieluchę. Lęku przed dziurkami nie odczuwam.
    Hmm jednym dziwactwem moim, co mi troszkę wstyd, dlatego nigdy w towarzystwie innym niż najbliższa rodzina nie jadam bigosu, jest właśnie to, że z bigosu wybieram całe mięso i kiełbasę, zostawiam samą kapustę i ewentualnie grzyby jeśli są i tą pozostałość nakładam na chleb posmarowany masłem. Tylko kiedy jem bigos używam masła. Dlatego lubię bardzo bigos gotować, bo kroję kiełbachę na duże kawałki, żeby łatwiej było ją wybrać. To samo robię z leczo. Kiedyś jeszcze w ogóle nie chciałam dotykać surowego mięsa. W końcu się jednak przełamałam. No co tu dużo gadać też jestem dziwnym typem ;) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja stopami nawiązuję kontakt :D
    Ale rozumiem obrzydzenie, w życiu bym się za naprawę cudzych nie brała. Miałam koleżankę, która brzydziła się palców u stóp. Zwłaszcza, kiedy się ruszały :))
    Sprawa z dziurami naprawdę dziwactwo, serdecznie współczuję, bo dziury wszędzie dokoła, mam nawet sąsiadkę o tym nazwisku :))) Ale historią z tym pedantem to mnie totalnie zastrzeliłaś! Wariat! :D :D
    Swoich wariactw nie mam za wiele aż takich silnych. Może to, że za jasną cholerę i żadne pieniądze nie dotknę, za przeproszeniem, ptaka! Ani nawet pióra! Na samą myśl robi mi się niedobrze, łeee! Dzioby, pióra i pazury, fuuuu, a przed kurami spieprzam aż się kurzy :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy wiesz, bo Sivka juz wie, ze mam dokladnie to samo dziwactwo co Ona!!! Ptactwo wszelkie mnie przyprawia o mdlosci...taaa, zwlaszcza ptactwo domowe, w szczegolnosci golebie, jest najbardziej paskudne! Mam drgawki na sama mysl o glupawych kurzych spojrzeniach albo oblesnych gesich piorach ...Uwielbiam za to jaja pod kazda postacia ;), ale jak sobie przypomne poczas robienia jajecznicy, ze jajo znosi kura, to zawartosc patelni laduje w koszu....
      A tak wogole sie zastanawiam czy ta fobia ma jaka nazwe...? ;)
      Dodat tylko, ze stylowka jest bardzo mila dla oka, przyjemna i budzi moj zachwyt, takze daleko jej do jakiegokolwiek ptactwa;)
      Pozdrawiam! Aka

      Usuń
    2. Powiem, tylko jeszcze, ze swoim dziwactwem dziurowym udalo Ci sie mnie zaskoczyc...;)

      Usuń
    3. No widzisz, a myślałam, że się nie da;-)

      Usuń
    4. Dołączam do dziewczyn, ptaki są obrzydliwe. Ostatnio drzwi od tarasu miałam otwarte i jaskółka mi wleciała. Tak się darłam, że sama ze strachu chyba wyleciała, a dzieciaki patrzyły na mnie jak na wariatkę, bo zdążyłam poduszkę na głowę zarzucić:)

      No każdy ma jakiegoś bzika:)

      Pięknie wyglądasz:)

      Usuń
  3. Pedant - mistrz!;) Za to Twoje fobie są dla mnie całkiem zrozumiałe, te dziurki faktycznie jakieś takie nieprzyjemne. Ja panicznie boję się pająków, surowego mięsa i ciemnej, głębokiej wody (choć pływać lubię, ale tylko gdy widać dno).
    Zestaw fajny, taki lekki i płaszcz świetny:) pierwsza fota - super:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A Ty wiesz, że też mam to z wodą? I też lubię pływać, ale głębiny mnie przerażają. Pamiętam jak kiedyś płynełam promem do Szwecji, w nocy, i mnie podkusiło, by wyjść na pokłąd - oj, żałowałam, jak popatrzyłam w tę ciemną wodę.

      Usuń
    2. eh, ja do dzisiaj nie mogę przejść pieszo przez zaporę w moim mieście, bo ta ciemna, głęboka, pieniąca się i szumiąca woda mnie przeraża, kręci mi się w głowie z nerwów, gdy tylko próbuję, a zapora w Solinie to już totalna masakra.

      Usuń
    3. To aż tak nie mam, ale myślę, że wiem, o czym mówisz.

      Usuń
  4. I absolutely love your bag and shoes! This looks so chic and cozy! <3

    - Anna

    www.melodicthriftychic.com

    OdpowiedzUsuń
  5. zabiję Cię za link do tych obrazków z trypofobią!
    Jezus Maria, chyba się właśnie tego nabawiłam!
    jak sobie przypomnę to, co przez te kilka sekund obejrzałam, to ciągle mam ciarki!
    nienawidzę Cię!

    w tej chwili całkiem na serio ;P

    o mojej muchomorowej fobii już pisałam, prawda?
    i tym, jak mdleję na ich widok :>?

    wydaje mi się, że tak ;P

    zestaw - bardzo fajny!
    torba i płaszczyk - mistrzowie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, hardkory tam są.
      A muchomory kojarzę, to też dziwactwo na maksa!

      Usuń
    2. nadal mam ciarki - jeśli przez kogoś nie zdam tego egzaminu, który mnie czeka za trzy godziny, to wiedz, że przez Ciebie ;P
      za każdym razem, gdy sobie przypomnę te dziurki na ciele.... o jeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeezu!
      Magda, znowu się nauczyłam, że nie można klikać w linki w postach ;P

      Usuń
    3. No, można się czasami zdziwić;-)

      Usuń
  6. Świetny płaszczyk! Bardzo mi się podoba całość :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zestaw super, na luzie, narzutka pastelowa jest śliczna i torba :)
    Co do dziwactw, to rozumiem, bo sama mam kilka, ale raczej związanych z pedanterią ;) ale nie aż tak żeby kazać sikać facetom na siedząco ;D Jednak moim dziwactwem jest to, że mnie nie przerażają takie rzeczy, czyli ani śliskie, ani ochydne, ani te dziurki, a raczej... fascynują. Niektórzy mówią, że powinnam jako kryminolog albo w kostnicy pracować, bo ja zawsze muszę sobie pooglądać takie "śmierdzące" sprawy. I teraz też podpatrzyłam co tam podlinkowałaś i powiec Ci... ciekawe ;)) to jest dopiero dziwactwo, co?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ło matko, no, Ty to dopiero jesteś dziwna;-)

      Usuń
  8. hahaha:D kurde, jak o tych piętach przeczytałam, to od razu ujrzałam oczami wyobrażni piętki Adasia z "Nic śmiesznego":D:D:D Oglądałaś? Jak nie, to wystarczy początek filmu i już zajarzysz;)))
    hihihi, myslałam, że to ja jestem dziwna, bo roztrzepana i w ogóle, ale widzę, że inni mają gorzej:D

    chyba nie mam takich dziwactw...arachnofobię mam jeno zwykłą ;) a jeszcze to, że nie mam pamięci do twarzy i czasami patrzę na kogoś, i mylę go z kimś innym...ale nie wiem czy coś takiego do dziwactw się zalicza;)

    a stylówkę masz odjazdową:)))

    OdpowiedzUsuń
  9. To ja mam takie bardziej normalne fobie: pająki, szerszenie i inne tego typu robactwo!!! Fuj!!!!

    Fajny masz ten różowy płaszczyk!!! Elegancki luzik :D

    OdpowiedzUsuń
  10. cudny płaszczyk ; ]


    zapraszam do siebie live-style20

    OdpowiedzUsuń
  11. W linka wolę nie wchodzić ;) Każdy ma jakieś dziwactwa. Dziury po pestkach, czy ścięte krzaki akurat mi nie przeszkadzają ;) Podoba mi się połączenie płaszcz z trampkami.

    OdpowiedzUsuń
  12. Śliczniutko wyglądasz, płaszczyk mnie urzekł!
    ślicznotka :)

    http://fashionelja.blogspot.com
    https://www.facebook.com/pages/Fashionelja/1577546502530059

    OdpowiedzUsuń
  13. Wygrywasz dzisiejsze internety! Ale historia. "Dotrwałam" do końca i naprawdę było warto! :D
    Co do zestawu - idealnie dobrany kolor płaszczu/kardiganu(?).

    OdpowiedzUsuń
  14. Mega tekst! :D! Ja mam chyba miliony 'popieprzeń' w różnych dziedzinach, chyba gorzej niz Adaś Miałczynski. Nie cierpię pic kawy z kubka, który jest ciemny w środku! Do kawy kubek musi byc biały!Absolutnie nie piorę w pralce skarepek ani majt z innymi częściami garderoby podczas tego samego cyklu prania. Jak byłam mała, i stwierdziłam, ze ktoś ma brzydko w kuchni, to nie chciałam u niego jeść, a ja na mnie przymusili, bo byl paw murowany :p. Eh :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. rozumiem to doskonale - nie raz musiałam jako kurator odwiedzać swych
      podopiecznych, którzy upierali się częstować herbatą - w popapranym
      kubku - zawsze byłam tak zajęta wywiadem, że po prostu nie miałam
      czasu jej wypić ;D

      gorzej - jak jestem u rodziny, która nie zawsze domyje kubki, szklanki
      a zwłaszcza sztućce - no makabra - od razu się odechciewa jeść!
      jeśli mogę - wymieniam elementy - jeśli ilość jest zbyt nikła, bo wyliczona
      co do łebka - mężnie chwytam brudasy i biegnę sobie myć, a co!

      Usuń
  15. teścia oszczędzał? do czasu jak widać, boć już EX :)
    dlatego u mnie ślubny myje ubikację - kto rozbryzguje
    ten potem pucuje - uczciwy układ, nie?

    OdpowiedzUsuń
  16. moja Córa zachwyca się Monkiem - pod wieloma względami -
    i prawie zawsze, gdy mamy za sobą maraton kilku odcinków
    z tym przystojniaczkiem - wzdycha - zaprosiłabym Go do
    siebie - ale by mi posprzątał pokój...

    OdpowiedzUsuń
  17. aaa - torba jak tornado - powala!

    OdpowiedzUsuń
  18. Myślę, że każdy ma swoje dziwactwa... Ja mam dreszcze, kiedy widzę, jak ktoś obryzga paznokcie... Za pająkami, w ogóle wszystkimi owadami też nie przepadam...
    Stylówka, powtórzę za innymi - świetna. Pozdrowionka!

    OdpowiedzUsuń
  19. U mnie sesje 3-5 minutowe to standard. ;p Niestety mój fotograf na tyle się tylko daje namówić...
    Świetny zestaw.

    OdpowiedzUsuń
  20. pisałam juzkometarz- esej ....ale mi schrupało bo się wylogowywuje automatycznie , czasem w trakcie używania..brrrrrr z goolem nie potrafię sie dogadać
    ja mam fobię wszystkiego co z papierosami sie wiąże....nawet jak odwiedzam rodziców, nałogowców to ....wynajmuję hotel, i wykorzystują fakt emigracji robię to tylko latam, na otwartym powietrzu, w domu nie dają rady, po 15 minutac łapię agresje.... wole rozmawiac przez telefon. moj ojciec -bardziej skłonny jest do ustepstw i jak do nas przyjeżdza to przez tydzień jest na odwyku i plastrach z nikotyną....mama jest obrażona i nie przyjeżdza....

    OdpowiedzUsuń
  21. świetny post, super się czytało, ta trypofobia brrr - niektóre zdjęcia straszne
    Super płaszczyk :D

    OdpowiedzUsuń
  22. Genialnie napisany post:) Jak tak się zastanowić to też bym znalazła u siebie jakieś dziwactwo:P:) Jeśli chodzi o Twoją stylizację bardzo mi się podoba, płaszcz pięknie się na Tobie prezentuje, a do tego trampki, plecak i świetny luźny luk :) Pięknie wyglądasz!

    życzę dobrego dnia
    pozdrawiam
    Monika

    OdpowiedzUsuń
  23. Ku...no dlaczego zawsze kasuja mi sie u Ciebie komentarze? Trzeci raz pisze!!! Sluchaj z tych wszystkich "zboczen" to najwieksze wrazenie zrobily na mnie te dziurki;) Nie sadzilam ze mozna miec jazde na tym punkcie:) Chociaz w sumie ja umieram jak ktos sie zabiera za wyskrobywanie ziemniakow z gara o albo jak widze kozuch na mleku to sie przekrecam ;) Sluchaj ale gdybym miala komus przy stopach grzebac to bym padla trupem wiec mamy podobnie. Co do zestawu uwielbiam takie luzaki no i to jasne wdzianko mi sie strasznie podoba takie milutkie, przypom.ialam sobie spotgkalam sie kiedys z gosciem ktory jak dotknal satyny albo jedwabiu to chcialo mu sie wymiotowac!!! To jest dopiero jazda;)

    OdpowiedzUsuń
  24. ostatnia historia nieco zwaliła mnie z nóg ;) lekka przesada moim zdaniem :P
    blog: optymistka. | fanpage

    OdpowiedzUsuń
  25. Zabawnie piszesz,czy jesteś może nowelistką?? Przyznam szczerze ,że o fobii z dziurkami słyszę pierwszy raz:-) Stylizacja śliczna,podoba mi się bardzo Twój płaszczyk.
    http://soalicepl.blogspot.fr/

    OdpowiedzUsuń
  26. Super :)
    http://paperlifex33.blogspot.com/2015/06/konkurs-znu.html ZAPRASZAM NA KONKURS ! :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Wyglądasz tak pieknie, niby proste zestawienie, a kurcze mega stylowe!!!
    Tekst omg rewelacja! po 1 powalasz lekkością w pisaniu, czyta się Ciebie jednym tchem-super, a sam tekst no coz wyzwala te poklady w nas samych, o których raczej nie chcemy na codzien pamiętać :P hihi zarcik swietnie się czyta ilez to dziwactw kazdy ma i kazde wydaje sie jeszcze dziwniejsze od poprzedniego :) o swoich dziś nie napiszę, ale dziękujęCi za ten ekst - przynajmniej skonfrontuję sie z nimi w swoim umysle hihihi :P
    Pozdrowionka

    http://missmoonlight-pl.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń