wtorek, 6 stycznia 2015

Jestę morsę

Tytuł zobowiązuje. Zaznałam zimowej kąpieli dopiero raz, to chyba się jeszcze nie kwalifikuję, z drugiej jednak strony, jest na piśmie, więc trzeba potraktować to serio, nie jak przypadkową akcję.

To ja może opowiem, jak to było? Interesuje to kogoś?

W przerwie między świętami a sylwestrem spotkaliśmy się ze znajomymi. Mała wyżerka, drineczki, kalambury te sprawy. Patrzę na Łukasza, ma dziwne dłonie. Szare jakieś. Jakby węgiel przerzucał i nie domył. Grześ prędko wytłumaczył: "A bo on się dziś długo pomostu trzymał"
Ke??

I się okazało. Łukaszowi od jakiegoś czasu chodziło po głowie, by spróbować kąpieli zimą, zahartować się trochę. Poczytał, zagłębił się w temat, przemyślał całą logistykę i zaczął. Wciągnął szwagra, sąsiada i tak dalej. Jedenastu chłopa spotykało się co niedzielę o tej samej porze na tej samej plaży, by wykąpać się w jeziorze. Ostatnio musieli już skuwać lód, by móc to zrobić.

Założyli sobie profil na facebooku - znajdziecie go TUTAJ.

Od słowa do słowa i właściwie padła smutna refleksja, że nie ma w tym gronie żadnej babeczki. Na wspomnianym spotkaniu kobiet było trzy i wszystkie z krzywym, nieśmiałym uśmiechem zadeklarowały, że heja, trzeba spróbować.
Moja pierwsza myśl: i tak z tego nic nie będzie.
Moja druga myśl: jeśli to zrobię, to muszę mieć stylówkę, w zwykłym stroju kąpielowym nie wejdę;-))

I stało się. W tę niedzielę ja z Kingą wpakowałyśmy się do jeziora (trzecia odpuściła, ale będą rozmowy). Sama siebie zadziwiłam zapałem, konsekwencją i siłą postanowienia, bo przecież jedną z moich flagowych cech jest słomiany zapał.

 Wytrzymacie trochę jeszcze? Opowiem jak było...
Oto miejsce kąpieli Murowanych Morsów.

Najpierw rozgrzewka - wiedziałam tylko, że musi pojawić się takie uczucie, że ma się ochotę zdjąć ciuchy. Ma być ciepło, właściwie za ciepło. Rozgrzewka w moim wydaniu była nieudolna, bo dwa dni wcześniej zaliczyłam fatalny upadek na lodowisku i cała góra ciała bolała mnie tak, że z trudem odpalałam kuchenkę i spłukiwałam wodę w toalecie (serio).
Ale biegać mogłam;-)


Od razu nadmieniam, że ciuchy, które mam na sobie, to bardzo przemyślany zestaw - wszystko szybko się zdejmowało i wkładało. Buty bez wiązania, kurtka bez zamka, dresy.

Długo jeszcze? ;-)

Dość już tego biegania. Jest mi ciepło!
Szybka zmiana anturażu.


I wchodzę...
Piszczę jak dzika, ale to bardziej dla hecy, bo woda okazuje się nie taka znowu zimna.


Dopiero po chwili czuć, że jednak jest lodowata. Nie jest źle, tylko nogi dziwnie szczypią.
Ale głębiej nie dam rady, choć z pomostu nawołują.



Na pierwszy raz wystarczy. Już czuję się w temacie morsowania rozdziewiczona. Może zaszaleję przy kolejnej okazji. Za tydzień. Brrrr.


Po wyjściu skóra szczypie, trochę jakby ktoś wbijał w nią setki małych igiełek. Ale ogólnie powiem Wam, że górę bierze przyjemne uczucie rześkości, jakiegoś wewnętrznego ciepła, no i satysfakcji;-)
Szlafroczek mile widziany, chociaż mimo zimna i podłego wiatru mogłam sobie stać półnago i nie odczuwałam tego szczególnie dotkliwie. Przynajmniej przez kilka minut tak jest.

Jeszcze odrobina bekstejdżu.


I po akcji. Spróbowałam i bardzo się z tego cieszę. Chciałabym jeszcze. Podobno to niezły sposób na cellulit - i tego będę się trzymać.
Myślę, że to forma przygody, sportu, czegoś dla zdrowia, hartu ducha i ciała.
A przy tym grupa sympatycznych i pomysłowych ludzi. Czego chcieć więcej?

A, jeszcze kubeczka gorącej herbaty i chwila kontemplacji własnej dumy;-)





Dziękuję 
Grzesiowi za mentalne wsparcie
Kindze, że nie wymiękła
Natalii za zdjęcia
Stylowej Misji za spódniczkę;-)

reszta mojej wodnej stylówki to czapka z woalką DIY, strój kapielowy F&F, buty do wody nn oraz rękawiczki avenue

21 komentarzy:

  1. Hahajah
    Są rożne formy szaleństwa ja zostanę przy swoim , biegam nawet przy minus 7 :):)

    OdpowiedzUsuń
  2. Po 4 k mogę nawet w krótkim rękawku :):)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale ciebie podziwiam . Zimą mam opory przed rozbieraniem sie nawet zeby wskoczyć do basenu ;);)

    OdpowiedzUsuń

  4. Teraz myślę, że jestem mięczakiem i żadnych szaleństw nie popełniam od dłuższego czasu, czyli, że starość!
    Szacun dla Ciebie i pokłony.
    Ja wysiadam :D

    OdpowiedzUsuń
  5. MATKO KOCHANA!!!!!!!!!! KOBIETO!!!!!!!! Szacun wielki!!! Jak tyś nie zamarzła?!!!
    Szacun i za wejście do tej lodówy, i za stylówkę odjazdową:)))
    Nooo... naprawdę takiego wpisu jeszcze nie było:D
    Ja bym chyba nie wlazła.. Jestem okrutnym zmarzluchem:)))

    OdpowiedzUsuń
  6. No to dałaś czadu! Zestaw mega i ta kąpiel też:) Ja bym nie dała rady, bo na zimno totalnie nie jestem odporna.
    Naprawdę jestem pod wrażeniem:)

    OdpowiedzUsuń
  7. No i tajemnica się wyjaśniła. Muszę powiedzieć: SZACUN! Ja bym odpadła na starcie. No i stylówka mega, aż dziw bierze, że przy takim ciele tak rzadko widzimy Cię w mega dopasowanych stylizacjach. Apeluję więc o więcej obcisłości :D

    OdpowiedzUsuń
  8. O Jesu ja prawie zamarzłam. Podziwiam jak nic :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie no mi szczęka opadła! Stylowka po prostu mega! Ogromny szacunek jak bym chyba dostala zawalu w takiej wodzie!

    OdpowiedzUsuń
  10. I have no idea what just happened here, but I approve. Haha :D <3

    - Anna

    www.melodicthriftychic.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Jesuuuu, patrze na Ciebie i zamarzam.. normalnie od samego patrzenia mam ciary. Z zimna i podziwu!!! Ale jestes zawzieta...i odwazna!
    I ze w takiej stylowie, fiufiu.... spodnisia elegancka - na morsowe rozdziewidzenie idealna;);) Ciekawa jestem czy beda "nastepne razy", czy masz dosc po pierwszym...
    No w kazdym razie wygladalas genialnie!!! Pozdrawiam. Anka

    OdpowiedzUsuń
  12. Podziwiam za odwagę :) Ja nawet latem poł godziny potrafię stać na brzegu i zastanawiać się czy wejść czy nie wejść do wody ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Szalona :) Nie... pozytywnie zakręcona :)
    Może i ja kiedyś spróbuję :)???

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja pierdziu!!! Zrobiłaś to z niebywałą klasą!!
    Chylę czoła:)

    OdpowiedzUsuń
  15. O, mamuniu :D To ja zanucę tylko "jesteś szalona" ;) podziwiam

    OdpowiedzUsuń
  16. hahahahhaha nie wierzę w to co widzę :D
    brawo za odwage ! Ja bym NIGDY nie weszła do tej wody bo jestem za słaba na to :P

    OdpowiedzUsuń
  17. Powiem Ci, że historia jest tak spontaniczna, że i bez zdjęć ten post byłby hitem. Ze zdjęciami to już w ogóle. Przełamałaś grube lody i nie tylko dosłownie, ale i fajnym podejściem do bloga :D
    Ściskam, Nabil ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Niesamowite... Podziwiam, podziwiam baaardzo!!! Ja zmarzluch jestem straszny... Jesteś WIELKA! No i przy tym pięknie wyglądałaś.

    OdpowiedzUsuń
  19. UMARLAM!!!! kobieto jestes niesamowita! stylowka do wejscie do jeziora w zimie genialna! duzy plus za odwage :D

    OdpowiedzUsuń
  20. słyszałam o podobnych wyskokach,
    zobaczyłam Twoje fotki w kreacji,
    zmarzłam nim doczytałam do końca :)

    OdpowiedzUsuń