sobota, 29 listopada 2014

melanżowa sukienka na jesień i zimę

Przez chwilę zastanawiałam się, o czym Wam tu dziś skrobnąć kilka słów. Bo ja jednak mam moralniaka, gdy post jest tylko o pogodzie lub w ogóle o niczym.
Podzielę się się zatem z Wami moim nastrojem, dość melancholijnym. Otóż dużo ostatnio myślę o sprawach, nazwijmy to, ostatecznych, niekiedy niezbyt wesołych i dalekich od wygodnego hedonizmu. Pochylam się nad kruchością życia, zastanawiam się, co, jakie wspomnienia i wartości pozostawiłabym po sobie, gdyby nagle coś....
Naprawdę.

Poza tym sporo tęsknię.
Za moją mamą. Czasem znienacka spada na mnie bolesna świadomość, że Jej naprawdę nie ma i nigdy już Jej nie zobaczę. Wtedy mi źle.

Tęsknię za niektórymi okresami w moim życiu, które też już się nie powtórzą. Chciałabym móc pocelebrować pewne chwile z dzieciństwa czy słodkiej młodości, które wtedy wydawały się tak zwyczajne, nieszczególne.

Ale, ale. Zrobiło się smutnawo, taki jesienny spleen. Nie, moi drodzy, to tylko niegroźna zaduma. Nie jestem nieszczęśliwa, przeciwnie. Po prostu ostatnio myśli uciekają mi czasami w te mniej rozrywkowe rejony.
Jestem jednak przekonana, że to zdrowe.

SUKIENKA!! Tadam! Sama uszyłam. Dwa weekendowe popołudnia. Podoba się Wam?



Tę dzianinę kupiłam dawno, oj dawno. Leżała sobie i czekała na swoją kolejkę. Kieckę uszyłam na podstawie prostego wykroju, ale dodałam jej coś przy dekolcie, bo wydawał mi się zbyt głęboki na zimę oraz te "rekiny" po bokach. I wydłużyłam ją w stosunku do wersji założonej przez wykrój. 

 

 









fot. Riko



sukienka (dress) - hand made by me!
kurtka (jacket) - nn
chusta (scarf) - sh
buty (shoes) - ccc
torba (bag) - diverse

poniedziałek, 24 listopada 2014

koronkowa spódniczka

Nie dojeżdżam do pracy autobusami, nie stoję na zimnych przystankach, omijają mnie więc te dłużące się chwile w jesienne i zimowe popołudnia i wieczory, kiedy wieje, pada, jest już ciemno i człowiek marzy ciepłym obiedzie i swoich kapciach.
Ale to nie znaczy, że nie wiem, jak podłe potrafią być takie momenty.

Wtedy zawsze jakoś dziwnie poruszają mnie okna. Te, za którymi jest jasno, widać jakąś krzątaninę. Myślę wtedy, że tam ktoś sobie siedzi nad kawą i ciachem, nad gazetą, zmywa naczynia, sjestuje pod kocem... wiecie, domowe pielesze. A człowiek tu na wietrze, mrozie.
Co roku mam te same myśli.

Już nadeszły dni z wilgotnym i naprawdę zimnym powietrzem. Czyli znów jasne okna nie będą bez znaczenia;-)

W związku z tym, że aura iście listopadowa, coraz trudniej o zdjęcia. Te zrobiliśmy w ostatnim momencie - jeszcze było szaro, ale już prawie ciemno. Nie powalają jakością. Ale są! Mam uwiecznioną moją spódniczkę, a bardzo chciałam Wam ją pokazać.

Kupiłam ją w sh, była mi sporo za dużo. "Będę dłubać", pomyślałam. Kosztowała mnie 9 złotych i cztery godziny (!!!) przerabiania. Jestem zadowolona. Od dłuższego już czasu chciałam mieć koronkową spódniczkę, i to właśnie jakąś jasną.






fot. Riko


spódniczka (skirt) - h&m (sh)
golf (turtleneck sweater) - nn
kurtka (jacket) - nn
buty (shoes) - mango
torba (bag) - nn
pierścionek (ring) - nie pamiętam (?)



niedziela, 16 listopada 2014

Grafitowy kardigan i podkradziony kaszkiet

Mam niedobre refleksje dzisiaj. O ludziach. O tym, że schodzimy na psy.
Nic odkrywczego, bo przecież wszyscy trąbą o tym, że obniżamy, jako ludzie, jako społeczeństwa, loty. Ale mnie to ostatnio uwiera bardziej niż zwykle i muszę sobie pogadać.

Po pierwsze, wybory. Nie wiem, jak w Waszych miastach i miasteczkach, ale kampania w moim mieście obnażyła kandydatów jak nigdy - wyszło z nich wszystko to, co najgorsze. Najpierw te utarczki wydawały się nawet zabawne. I tak wiedziałam, jak zdecyduję przy urnie, więc tylko obserwowałam to poszczekiwanie. Ale szczekaie przeszło w skakanie do gardeł, rozszarpywanie mięcha. Miasto zalał taki syf, że zrobiło mi się w końcu wstyd. Wstyd za ludzi, którzy bez względu na wszystko powinni trzymać fason i poziom, a okazali się prymitywnymi graczami.
Żenada. Szambo.

Druga sprawa. Oglądam sobie telewizję i stwierdzam, że od lat uparcie próbuje mi się wmówić, iż jeśli coś nie jest okraszone cyckami, przaśnym dowcipem albo sensacją, nie może być dobre.
Nie będę się rozwodzić - wszyscy wiemy, że dobre kino emitują po 23.00, a kiedy my chcemy po pracy coś obejrzeć, mamy do wyboru Na wspólnej i  Kiepskich, że telewizja już nie ukulturalnia, tylko ogłupia, że przerwy reklamowe są dłuższe niż sam film. Itakdalej.Itepe.
Ale jednak szlag mnie trafia, jak widzę ewidentne przymuszanie zapraszanych gości czy uczestników programu do robienia z siebie debili. Wojewódzki przerywa w połowie zdania i prosi gościa, by zawołał Wodziankę ( już pomijam, że nie pojmuję samej Wodzianki); w The voice of Poland śpiewa inteligentna i lekko alternatywna Sarsa, a koło niej od czapy wiją się laski z  cyckami na wierzchu i całość kompletnie się nie klei. Wszyscy mają się uśmiechać, nawet jeśli nie chcą, sączyć sponsorowane napoje, nawet jeśli im nie smakują, każdy musi być ładny, zgrabny i modny.
Nie wiem jak wy, ale mnie się chce rzygać.

Poza telewizją to samo. Ludzie ludziom. W szkole, w pracy, wszędzie. Masz być fit i ładny, mieć święta na bogato i zdjęcia pod palmami. Się porobiło...;(


Uff, pogadałąm sobie. Trochę mi lżej;-) To teraz zdjęcia.



Raptem kilka dni temu miałam to na sobie - listopad traktuje nas południowoeuropejsko.
Kardigan mam po mojej Mamie. Pamiętam jak go nosiła do kozaków i wąskich sukienek pod spodem, wyglądała świetnie. Wkładając go, mam nadzieję, że na mnie ma to choć trochę tego uroku.

Kaszkiet pożyczyłam od Riko. On ma ich kilka i wszystkie podkradam. Uwielbiam nakrycia głowy, w tym właśnie takie czapki.

Co sądzicie o torebce? Mnie podoba się bardzo. Jest z River Island i kupiłam ją w sh za dwie dyszki. Dobry deal, prawda?

Ogólnie powiem Wam, że w takim wydaniu czuję się wprost idealnie. Różnie się prezentuję na blogu, poza nim zresztą także, ale właśnie to jest styl mi najbliższy. Kolorystyka też mi odpowiada.














To ja uciekam.
Ale przedtem zapraszam Was do polubienia mojego  profilu na fb TUTAJ, który utworzyłam niedawno, aby prezentować moje toczkowe i inne wytwory.

fot. Natalia (bardzo dziękuję!)



kardigan (cardigan) - należał do mojej Mamy (from my Mum)
spodnie (jeans) - nn
golf (turtleneck) - nn
torebka (bag) - river island (sh)
buty (shoes) - deichmann
kaszkiet (cloh cap) - pożyczony od męża (borrowed from my hubby)


Ściskam Was wszystkich!

środa, 12 listopada 2014

jesienna krata



Tej jesieni krata rządzi - już się chyba zdążył zorientować każdy czuły na zawartość sklepowych wystaw, bywalec sieciówek i obserwator modowych nowinek.
Ja kratę lubię, zawsze lubiłam, więc w to mi graj.

Dzisiejsza moja kurtka (płaszczyk?) to lumpeksowy łup za dychę. Nabyłam ją jeszcze w środku lata. I teraz proszę, mam;-)

Ale że co, że wygląda jak męski szlafrok? A co mi tam, mnie się podoba. Poza tym uważam, że ta asymetria jest genialna. 

A Wam się podoba?





Nie mogę nie powiedzieć o torbie. Otóż cierpiałam na brak rudej torby, która by mi odpowiadała w 100% A czułam, że muszę taką mieć. Wspominałam Wam nawet o tym wiosną (mam to piśmie TUTAJ). Jak szukałam w internetach, to albo nie odpowiadała mi cena, albo liczba kiczowatych pierdół, napisików i błyskotek na torbie, albo też rozmiar (ja chciałam wielką).  Wreszcie, pewnego dnia pojechaliśmy z młodym po halówki na treningi. Mnie sklepy sportowe nie interesują, czuję się tam co najmniej dziko, więc puściłam chłopaków w te rewiry, a ja postanowiłam się poszwędać po mniej grząskim gruncie;-)
Na shoping nie miałam akurat ani weny, ani kasy, ale nic to, bo spotkałam idealną torbę!!! W DIVERSE, jakoś tak nie spodziwałabym się.
I tak, synuś wrócił do domu z halówkami ze snów, a matka z torebką jak się patrzy.


Aha, chronicznie nie cierpię komplecików buty+torebka, ale tak jakoś wyszło. Oj tam, nie ma reguł bez wyjątków.

 
fot. Riko


kurtka (jacket) - sh
spodnie (jeans)  - nn
golf (turtleneck) - nn
torba (bag) - diverse
buty (shoes) - ccc
kapelusz (hat) - vintage

sobota, 8 listopada 2014

Mała czarna i szpilki

W jednym z ostatnich postów (KLIK) opowiadałam Wam o sesji zdjęciowej, w której miałam przyjemność uczestniczyć. Niektóre z Was nie kryły, że czekają na efekty. Dziś mogę się pochwalić jedną z trzech stylizacji, które wówczas obfociłam.

A wygląda to tak: jest sobie taki sympatyczny sklep (KLIK), który co jakiś czas organizuje Sukienkobranie. Zwykle odbywa się to w przyjemnej kawiarni w Poznaniu i polega to na tym, iż babeczki mogą przyjść, przymierzać, oglądać i oczywiście kupować ciuchy i dodatki, a  przy okazji zostać uwiecznione w wybranej stylizacji przez przezdolną i charyzmatyczną panią fotograf - absolutnie polecam! (KLIK).
Nigdy nie dotarłam na tę imprezkę, jako że mieszkam blisko tego sklepu i czasami sobie tam zaglądam, nie potrzebując specjalnej okazji.
No ale.
Ale ja nie wiedziałam, że na owym Sukienkobraniu panuje taki boski babski rwetes i atmosfera! Tym razem akcja odbyła się w studio PGG Photography i z uwagi na mniejszą powierzchnię, niż może zapewnić knajpa, właścicielka Sukienkowa wręczała zaproszenia wybranym klientkom, w tym mnie.

Skorzystałam i nie żałuję. Choćby dlatego, że  mam te oto cudne zdjęcia.

Z kilku wieszaków pełnych ubrań wybrałam tę sukienkę. Klasyczna, spokojna, czymś mnie ujęła. Kiedy ją włożyłam, wiedziałam, że to był dobry wybór. Myślę, że to krój dla mnie. Poza tym czasem lubię postawić na klasykę i minimalizm. Nawet biżuteria jest właśnie taka. Szpilki zresztą także.

Jak Wam się podoba?















sukienka, buty, bransolety - sukienkowo