wtorek, 28 października 2014

Szarak

Co najmniej trzy pozytywne rzeczy dziś mamy.

Przede wszystkim, po okropnym tygodniu pełnym złych emocji, zmęczenia i frustracji, która aż rozsadzała mnie od środka, jest dobrze. To, co mnie tak gniotło, udało się przegnać jedną rzeczową, solidną rozmową. Teraz ogarnął mnie radosny spokój. Spokój nie do przecenienia.

Po drugie  zrobiłam się tu na szaro, a ja lubię szarości. Mam sporo ubrań właśnie w gamie szarości, popieli i grafitów. Ani to twarzowe, ani szczególnie oryginalne, zwłaszcza w czasach rządów szarej dresówki, ale lubię i już.

Po trzecie mam na sobie sweterek, który nabyłam jakiś czas temu w sh. Bo mi się spodobał. Kilka miesięcy później okazało się, że włochate swetry i kardigany są bardzo modne. Także wiecie, mówcie mi Prekursorka:-)
Aha, i jeszcze jedno. Są słowa w języku angielskim, które szczególnie lubię. Tak jest z określeniem "fluffy". Gdy usłyszałam je pierwszy raz, od razu polubiłam. I nie można było wymyślić słowa z brzmieniem lepiej pasującym do tego, co określa. Dla tych, którzy nie wiedzą, co znaczy "fluffy".










fot. Riko



sweter (sweater) - sh
spódnica (skirt) - sh
kurtka (jacket) - nn
narzutka z golfem (turtleneck sweater) - prezent od koleżanki (present from a friend)
torba (bag) - nn
rajstopy (tights) - gatta
naszyjnik (necklace) - tutaj 
buty (shoes) - ccc
rękawiczki (gloves) - new look

sobota, 11 października 2014

black-red-white

To niesamowite - w połowie października urzęduję w krótkim rękawie, piję kawę i jem lody w kawiarnianym ogródku jakby wciąż trwało lato. Mam koleżankę we Włoszech i jej opowieści o tym, jak w październiku chodzi sobie jeszcze w japonkach, wywoływały u mnie lekką zazdrość i żal w zderzeniu z polską chłodną i szarą jesienią. A tu proszę, i my możemy nacieszyć się niezwykłym ciepłem i słońcem tego roku.

Łaskawa pogoda sprawia, że weekend mija mi przesympatycznie. Wczoraj bieg po lesie, szwendanie się po poznańskim rynku, dziś rejs po Warcie i ognisko. Czego chcieć więcej. A!! Zapomniałabym, przecież na dodatek wygraliśmy z Niemcami! Cudowny cud nad Wisłą. Ha, wreszcie się udało. Szczęsny, dziękujemy.

A na zdjęciach prosty set, w którym bardzo dobrze się czuję. Po pierwsze zestaw kolorów, który wyjątkowo mi odpowiada. Wiem, że ładnie mi w czerwieni i w sumie sama nie wiem, dlaczego tak mało tej soczystej barwy w mojej szafie. Uwielbiam też białe kołnierzyki, o czym niejednokrotnie wspominałam na blogu. Lubię również zakolanówki i grube rajstopy - dlatego jesienią i zimą często chodzę w sukienkach i spódniczkach.
A'propos zakolanówek, jak myślicie, już najwyższy czas zastanowić się, czy jeszcze wypada mi w nich chodzić? Swoje lata mam;-)









fot. Riko

sukienka (dress) - sh
marynarka (jacket) - h&m
zakolanówki (overknee socks) - new look
torebka (bag) - vintage
buty (shoes) - ccc

środa, 8 października 2014

spodnie buggy


Hej Kochani!

Wynurzeń dziś nie będzie. Nie żebym nie miała nic do powiedzenia, przeciwnie, sporo myśli po głowie się pałęta. Ale po pierwsze nie mam czasu na wywody, po drugie zaś nie chcę przyćmiewać gwiazdy tego posta - moich spodni. OSOBIŚCIE uszytych. Tymi ręcami;-)



Oryginalny wykrój zakładał spodnie bardziej klasyczne - o kroku na swoim miejscu, węższych u góry nogawkach. Przewidziano też zamek z boku, kryty, a ja dałam z tyłu i możliwie najbardziej siermiężny i widoczny.

To realizacja mojego marzenia o spodniach typu baggy. Podobają mi się takie luźne kroje, obniżony podkrój przy zgrabnie odszytym tyłku. I tadam!! Mam!!

Celowo zrobiłam je też za długie, chciałam, aby się marszczyły, potęgując efekt pozornej niedbałości, luzu, swoistej nonszalancji.

Noszą się wyśmienicie i są moją dumą.






Wdzianko z lumpeksu. Kupione w upałach i rzucone na tył szafy. Teraz, przy zamianie garderoby na zimową, kiedy wybebeszałam tę szafę, znalazłam tego włochacza i od razu skojarzyłam go z moimi porteczkami. Pasuje, prawda?

Trampki są pamiątko ze Złotoryi. W długi czerwcowy weekend zrobiliśmy ze znajomymi wypad na Dolny Śląsk. Odwiedziliśmy kilka przeuroczych zakątków, w tym Złotoryję właśnie. Oni tam mają fabrykę butów i taki sklepik firmowy z solidnymi, skórzanymi butami za przemiłe sumy. Trampki też sprzedają;-)






spodnie (buggy pants) - made by me
bluzka (blouse) - nn
narzutka (vest) - sh
trampki (plimsolls) - nn
torebka (bag) - h&m


Całusy, Moi Drodzy.

piątek, 3 października 2014

spódnica hand made i żakiet z baskinką

Czytaliście Kłamczuchę albo Kwiat Kalafiora Małgorzaty Musierowicz? Ja tak i śmiem przypuszczać, że większość z Was krzyczy teraz wielkie, sentymentalne "Ja też!"

A pamiętacie ESD? Eksperymentalny Sygnał Dobra, czyli badanie wpływu, jaki wywiera uśmiech na ludzi. Kiedy byłam podlotkiem i się z tym zetknęłam, mimo już wtedy dość dobrze rozwiniętej wyobraźni, nie miałam dość jaj, by pójść w miasto i przeprowadzić takie badania na lokalnej społeczności. A teraz to już jestem za stara;-)

Dlaczego o tym mówię? Bo dziś, 3. października, jest Światowy Dzień Uśmiechu. ESD nie było, ale opuszczając salon optyczny, krzyknęłam "Miłego weekendu!" i pokazałam zęby do szóstek włącznie:-D

Jedno jest pewne - i bez eksperymentu sióstr Borejko wiadomo, że wysyłając pozytywną energię do ludzi, możemy liczyć na to, że ona do nas wróci. Zazdroszczę osobom, które w naturalny, niewymuszony sposób rozsiewają wokół siebie wdzięk, uśmiech, ogólnie pojęty optymizm. Trudno ich nie lubić, nie ulec, kiedy o coś proszą, wewnętrznie do nich nie uśmiechać.

Ale dość o uśmiechach. Ja tu mam spódnicę do pokazania. Własnoręcznie uszytą! Zakupiłam kiedyś na allegro kupon materiału, który spodobał mi się ze względu na deseń i kolorystykę (lubię szarości). Starczyło na spódnicę, a że ostatnio bardzo dobrze czuję się w długości za kolano, to powstało coś takiego.










fot. Riko


spódnica (skirt) - hand made by me
żakiet (jacket) - sh
torebka (bag) - vintage
buty (shoes) - F&F