piątek, 28 lutego 2014

Nowości


Post będzie sprawozdawczy. Po pierwsze chciałabym Wam pokazać, co zdziałałam "szyciowo." Wymyśliłam taki oto pasek-kokardę. Wykonany z raczej niemodnych dżinsów w rozmiarze co najmniej 44. Pomysł recyklingowy.
Kokarda, powiem nieskromnie, bardzo mi się podoba, ale nie jest mi dane ją nosić. Wyglądam nieszczęśliwie z paskiem w talii. 
    Jeśli jednak któraś z Was jest zainteresowana taką ozdobą, piszcie. Można ją też nabyć w Sukienkowie


Ponadto uszyłam sobie dodatek do wszelkiego rodzaju koszul. To żabot, kokarda - jakkolwiek to nazwę, pozostaje to popierdółką, jaką można przewiązać pod szyją. To też recyklingowy zamysł, bo tkanina pochodzi z koszuli Riko, przy której przetarł się kołnierzyk.

Wkrótce zaprezentuję żabocik w jakiejś stylizacji. Myślicie, że się sprawdzi?


A teraz moje nabytki torebkowe. Cieszę się z nich jak dziecko. Raz, że mi się bardzo podobają, dwa, były po taniości;-)
    Jestem torebkową maniaczką. Gdybym wygrałą w lotto, na pewno sporo puściłabym na torebki i buty, ale wiem, że nie jestem jedyna z taką chorobą.
    Pierwsza torebeczka to czarne cacuszko za 20 zł. Jest w idealnym stanie, również wewnątrz. Pasek jest dość krótki, więc raczej nie nadaje się, by przewiesić ją przez ciało.
  



       Na tym samym targu zakupiłam tę śliczontkę. Czerwień zawsze do mnie mówi, więc nie mogłam przejść obojętnie. I tym sposobem za dyszkę mam niepraktyczną, piękną torebeczkę. Yupi!!




Wreszcie szmaciaczek z zary, za 5 złtych polskich. Ma ładne, wiosenne kolorki. Poza tym to kolejna torebka na łańcuszku - tak jak lubię. 





I jak tu nie zaglądać do lumpeksów? I jak nie być wdzięczną za instynkt łowczy, który niewątpliwie mam bardzo rozwinięty. Ośmieliłabym się nawet nazwać to talentem;-) Mam koleżanki, które mi tego zazdroszczą, hehe.
    Ojej, to mój pierwszy tak samochwalczy post. Zadzieram nosa, co? Ale wybaczacie, mam nadzieję.

Do zobaczenia z moimi nowościami!!

wtorek, 25 lutego 2014

futrzana kamizelka i beżowy sweter

Nie wiem, czy wspominałam o tym, że lubię mieć na sobie coś, co nosiła moja mama, co należało do Niej. To może być choćby mały drobiażdżek, ale dobrze się czuję, kiedy w ten sposób mama mi towarzyszy.
    Dziś pokazuję kamizelkę, która jest rezultatem małej przeróbki kurtki mamy. Pamiętam jak lata temu wróciłam ze szkoły, a ona siedziała w fotelu, otoczona kawałeczkami wełny, kłaczków i cała zadowolona, że oto majstruje sobie nowe odzienie.
    Mianowicie wygrzebała skądś takie panterkowe, sztuczne futerko i najpewniej uznała, że jest nudne i nieco babciowe. Odpruła więc rękawy i kołnierz, by w te miejsca doszyć rękawy od beżowego, wełnianego golfa oraz coś w rodzaju wełnianej stójki.
   

    
Przez wiele lat ta wersja futerka znakomicie Jej służyła. W mojej szafie wisiała przez kilka miesięcy, często wzruszając do łez. Wreszcie zdecydowałam się ją zaadaptować do swoich potrzeb. Odcięłam rękawy, pozostawiając resztę. 
    W sklepie nie wybrałabym wzoru panterki, ale tu zdecydował sentyment. Jestem nieobiektywna. Ale też muszę przyznać, że im dłużej patrzę na ten bezrękawnik, tym bardziej mi się podoba. Ba, nawet coraz mniej boję się cętkowanych wzorów. 
 
 

W zestawie jest też beżowa hybryda - ni to sweter, ni to sukienka. Kupiłam to kiedyś w reserved, właśnie dlatego, że to takie jakieś było dziwne;-) Noszę to raz jako sukienkę, do rajstop, innym razem na spodnie, w roli tuniki. Tu jest ta druga wersja, ponieważ pod spodem mam grube legginsy. Za legginsami zasadniczo nie przepadam, właściwie w ogóle ich nie noszę, natomiast te akceptuję. Są takie bardziej "spodniowe". Mają grube szwy  jak bryczesy, karczek w talii i gdybym miała nienaganną figurę, chyba traktowałabym je jako zwyczajne spodnie;-)


 Zestaw iście wiosenny. Byłam w tym na spacerze i zrobiło mi się gorąco. Data w kalendarzu i pogoda nie dogadują się ostatnimi dniami. Ale nie narzekam.
Jedyna bolączka jest taka, że, tyle zimowych ubrań i dodatków musi poczekać do przyszłego sezonu... (było o tym już tutaj).
fot. Riko
kamizelka (vest) - diy
sweter (sweater) - reserved
legginsy (leggins) - zara
bluzka (long sleeve top) - stradivarius
torba (bag)  - nn
buty (shoes) - caprice
wisiorek (pendant) - diy 

poniedziałek, 24 lutego 2014

mała czarna i czerwony płaszczyk



Badania pokazały, że prawie 70% Polek ma zastrzeżenia co do swego wyglądu. Tylko ta pozostała garstka kobiet akceptuje swoje ciało. Zastanawiałam się, co ja odpowiedziałabym, gdyby to mnie ankieter spytał, czy lubię swój wygląd.
    Oczywiście, że w pierwszym odruchu głośno krzyczałabym "Panie, daj spokój, nie lubię!" Ale wiecie co? Chyba jestem gdzieś pośrodku. Otóż mam całą listę życzeń i zastrzeżeń. To chciałabym zmienić, to jest do niczego, tamto nieciekawe, tu inne mają fajniej... Jestem typową kobietą, co oznacza, że zdarzają mi się klasyczne utyskiwania i kompleksy.
    Z drugiej strony jednak świadomość własnych niedoskonałości nie przeszkadza mi w byciu szczęśliwą.  Wiem,że po prostu nie jest źle i ilekroć mam pokusę, by stękać i narzekać na figurę, twarz czy włosy, myślę sobie, że szkoda energii.

 



Uważam, że to, jak siebie same postrzegamy i jaki mamy poziom samozadowolenia w dużej mierze wynika z tego, jak patrzy na nas nasz mężczyzna (o ile taki aktualnie jest u boku).
    Mam to szczęścię, że mogę być sobą. Riko mnie w pełni akceptuje, a przynajmniej tak twierdzi. Nie muszę się napinać, odchudzać, niczego udowadniać. Jestem jaka jestem, noszę co lubię;-) Czy mam włosy krótkie czy długie, czy jestem seksi-pleksi czy w szerokim swetrze, kilo mniej czy więcej, zawsze jest dobrze. Pozostaje mi tylko właśnie być sobą i to wydaje mi się  wartością absolutnie nadrzędną. 





Kobieta, która ma taką bazę i wewnętrzny luz, z przyjemnością i pewnością przegląda się w oczach mężczyzny. To co, że oponka do zgubienia, czas zaznacza swoje ślady, a fryzura nie jak w telewizorze, mnie tam dobrze z sobą.  



Kilka słów o zestawie. Płaszczyk jest ostatnią zdobyczą - za 20 zł. Słownie: jedyne dwie dychy. Zobaczyłam tę czerwień oraz błyszczące marynarskie guziki i już przepadłam. Nie odstraszył mnie nawet zbyt duży rozmiar ani szerokie "bary." Nie takie płaszcze się przerabiało (KLIK). Zmniejszyłam ramiona, skróciłam rękawy do długości 3/4i wydaje mi się, że aktualnie mam bardzo ładne okrycie wierzchnie. I nie wiem jak na Waszych monitorach, ale mój nie oddaje tej pięknej, nasyconej czerwieni. Uwierzcie na słowo.


    Sukienka z zary jest idealna, bo luźna i krótka, czyli tak jak lubię. Nie mam talii osy, więc rzadko wbijam się w obcisłe kiecki, za to w krótkich czuję się dobrze.
    Zawahałam się jednak, wpisując w tytule posta "mała czarna." Otóż słysząc to kreślenie, widzę sukienkę o bardziej klasycznym kroju, węższą, podkreślającą sylwetkę i raczej prostą. Moja to worek z luźnymi 
kieszeniami, więc nie wiem, czy się kwalifikuje. Ale czarna jest;-)





fot. Riko

płaszcz (coat) - sh
sukienka (dress) - zara
rajstopy (tights) - gatta
torebka (bag) - ebay.co.uk
zegarek (watch) - nn
buty (shoes) - mango
rękawiczki z ekoskóry (gloves) - primark

czwartek, 20 lutego 2014

too busy having no ideas


Zacznę od tego, że mam dziś doła. Pacze, pacze na te zdjęcia i widzę, że utyłam, a do wiosny coraz bliżej. Nie będzie to typowe babskie zrzędzenie, nie bójcie się. Nie będę narzekać, bo sama jestem sobie winna. Na FB przyznałam się wczoraj, jak to wybiegłam do Biedronki (taaa, niby po wodę), zakupiłam sobie czekoladowych pralin i wszystkie pochłonęłam, nim wróciłam do domu. Jestem z tych nieprzejmujących się.
    Z drugiej strony oglądam blogi innych szafiarek i ściska mnie, jak widzę te cieniutkie nóżki i płaskie brzuchy. Mam świadomość, że będzie lepiej, jak tylko zacznie się wiosna - odkurzę rower, będą też długie spacery i takie tam zajęcia, które sprawiają, że człowiek nie myśli o jedzeniu, a do tego się rusza. Bo do ćwiczeń to mnie nikt nie przekona, jestem tak leniwa i niecierpliwa, że po 20 brzuszkach na dywanie stwierdzam, że to bez sensu. 
    Widzę jednak światło w tunelu - hulahop. Tak, postanowione, zakupuję hulahop! Wypowiem wojnę mojemu kołu ratunkowemu!






Kilka słów o sweterku ze zdjęć. Będzie mi się chyba już zawsze kojarzył z wypadem do kina, jaki sobie zorganizowaliśmy we dwójkę z synkiem. By dotrzeć do rzeczonego kina, musieliśmy przejść przez całe centrum handlowe. Ale się biedak denerwował, kiedy zaglądałam do co drugiego sklepu, za każdym razem obiecując, że to już ostatni;-) Wtedy to nabyłam ten sweterek właśni.
   Po drugie pamiętam, że przeczytałam napis i pomyślałam, że jest o mnie: "Too busy...". Potem zaś doczytałam "... having no ideas" i pojęłam, że co jak co, ale to nie o mnie, bo pomysłów to ja mam ostatnio aż nadto;-) Ale sweterek w miłej wyprzedażowej cenie zakupiłam.







fot. Riko

futro (fur) - orsay
spodnie (jeans) nn
szal (scars) - nn
buty (shoes) - mango
torba (bag) - select
sweter (sweater) - sinsay
naszyjnik (neckless) - nn

wtorek, 18 lutego 2014

płaszcz oversize, biała bluzka i czerwony sweter

Dziś kolejna odsłona mojego oversize'owego nabytku, który pokazywałam już tutaj. Powiem Wam, że im dłużej go  mam, tym bardziej się do niego przekonuję, Zajmuje, niestety, sporo miejsca w szafie, ale pod wieloma innymi względami jest praktyczny.
   Przede wszystkim to  znakomita sprawa, kiedy nie chcę wciągać brzucha;-) Poza tym  wybieram go w dniach, gdy chcę się w ubraniu przyjemnie zapaść, w pewnym sensie schować. Czy ktoś z Was wie, o czym mówię? Często przecież o wyborze stroju decyduje nastrój, nastawienie do samej/samego siebie, coś nieuchwytnego, co powoduje, że mamy ochotę na wiosenne barwy i seksowną kieckę, innym razem zaś na mięsisty, lużny sweter. Lub stary, przepastny, kraciasty płaszcz;-) 






Zauważyliście, że starsze panie na imprezy w kołach gospodyń, imieniny czy uroczyste spotkania z burmistrzem z okazji jubileuszu 50-lecia ślubu często wkładają  białe bluzki? Wiedzą co robią, przecież to już modowe wyjadaczki;-) Otóż jeszcze nie wymyślono niczego bardziej twarzowego niż biały kołnierzyk. W tym akurat dobrze chudym i grubym, mężczyznom i kobietom, blondynkom i brunetkom. W bieli świeżo i ładnie wygląda i niemowlę, i staruszka.
   W tej bluzce najbardziej spodobał mi się właśnie kołnierzyk. Idealnie przylega do szyi, jego rogi są nieco wyciągnięte, stanowiąc idealną bazę pod kokardkę, krawat czy inny tego typu dodatek. I lubię tę biel przy twarzy. Mówię Wam, starsze panie wiedzą, co robią;-)

fot. Roma


płaszcz (coat) - vintage sh
sweter (sweater) - nn
koszula (shirt) - zara (sh)
spodnie(trousers) - h&m
kozaki (boots) - lasocki
torba (bag) - select
kokarda (bow) - diy