poniedziałek, 19 maja 2014

grzeszny post i wdzianko z historią



Szybki post. Tak jak szybki jest widoczny na zdjęciach strój – no, chyba widać, że nie ma tu nic specjalnie wysublimowanego. Wrzuciłam na siebie to, co wisiało w szafie wyprasowane i nie wymagało wysiłku koncepcyjnego. Otóż cały weekend miałam jakąś dziwną apatię, a już wczoraj to nie nadawałam się do niczego. Myślałam, że może bierze mnie jakieś choróbsko. Weekend, słońce, a ja w domu, bez ikry. Lewie odzywałam się do chłopaków. Uratował mnie dopiero porządny sen.
                Obudziłam się i poczułam, że wreszcie mam siłę w kończynach, mózg funkcjonuje jak trzeba i można coś zdziałać. Już ja wiedziałam, co zdziałać, ha! LODY. Lody tradycyjne w lokalnej cukierni. Już od jakiegoś czasu wieść gminna niosła, że lody te są pyszne i najprawdziwsze w mieście. Mus było ich spróbować, ale jakoś nam się nie składało. Albo lało i nam się nie chciało z domu wynurzać, albo zabrakło czasu czy inna przeciwność. Wczoraj jednak właśnie myśl o tych lodach trzymała mnie przy życiu;-)
                Kiedy więc zwlokłam się z łóżka, zarządziłam wycieczkę. Byle szybko;-) Lody okazały się warte czekania – były naprawdę przepyszne. Żadna tam spływająca z wafelka woda, tylko prawdziwa śmietanka z delikatnym smaczkiem. Ja wybrałam „Kawę po irlandzku” i „malagę.” Mniaaaam.
               To jest odpowiedni moment, żeby Wam się przyznać do grzechu. No, grzeszku. Taaaaakiego małego. Tyci słodkie przewinienie;-) Mianowicie od kilku dni jestem sobie na dietce. Pierwszy raz w życiu mam jakąś dietę!! Źle się ostatnio czułam, pękata jakaś, i poprosiłam znajomą dietetyczkę, współautorkę fenomenalnego bloga oraz książki Gotuj, karm i kochaj, aby coś mi wyczarowała. I przygotowała dla mnie zdrowy, oszczędny w kaloriach jadłospis. Od kilku dni trzymam się go ściśle, ale wczoraj właśnie nastąpiła mała dyspensa. Przyznałam się już Monice, ale mnie rozgrzeszyła, kiedy powiedziałam jej, że moja waga sobie spada.



Należy się kilka słów o ubraniu. Welurowe wdzianko jest być może starsze niż ja. Nosiła je moja mama, potem podarowała mnie. Do tego była jeszcze trapezowa spódnica za kolano. Pamiętam mamę w całym kompleciku i zamszowych szpilkach. Losy spódnicy są mi nieznane, niestety. Zwykle unikam ciuchów wiązanych w pasie, podwyższonych stanów itd, nie służą mi te rozwiązania, ale do tego wdzianka mam ogromną słabość.
Szyfonowa bluzka to zakup z sh. Akurat do niej słabości nie mam. Niby mi się podoba, ma ładny kolor i nie prześwituje za bardzo, ale co na nią w szafie patrzę, to myślę: eeee, innym razem.
Torebkę zaś nabyłam na pchlim targu w Anglii. Jak ona do mnie mówiła! Uwielbiam ją i nieskromnie uważam, że jest po prostu ciekawa. Była dość droga, bo się pani emocjonowała, jakaż to marka i w ogóle. Mnie tam to nic nie mówi. Ale też ja nie jestem metkowa - coś mi się podoba, albo nie, coś jest rzetelnie wykonane, albo trąci chińszczyzną.















 
  
fot. Riko



wdzianko (jacket) - vintage
spodnie (jeans) - nn
bluzka - sh
kolczyki - TK Maxx
baleriny (shoes) - new look
torebka (bag) - contre vents et marées

12 komentarzy:

  1. bardzo przemawiający do mnie zestaw, wdzianko zdecydowanie na tak, ale naj najfajniejsza jest torba - no śliczności...
    ja tez od kilku dni funduję sobie dietę i powiem Ci, że łatwo nie jest ;(

    OdpowiedzUsuń
  2. No, to mnie zainspirowalas i dalas kopa… no z ta dieta.. Ja tez raczej nigdy sie nie odchudzalam, ale ostatnio jakos tak jakby ciasniej w pasie… Zaczelam wiec od korekcji zlych nawykow zywieniowych (wieczorna podjadanie, fast food i takie tam), ale szukam tez fajnych przepisow na "mniej kalorii". Dzieki za linka do bloga - juz zagladnelam i widze ze jest fajny!
    No i Twoj zestawik tez jest fajny! Zwlaszcza wdzianko i torba wlasnie - choc marka tez niewiele mi mowi;)
    Pozdrawiam i zycze nam wytrwalosci w "odchudzaniu";) Buziaki! Anka

    OdpowiedzUsuń
  3. jak na szybką decyzję bardzo fajne ubranko :) czasem bardziej są udane niż te przemyślane :) pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. świetną masz tę kurtkę (no dobra, wdzianko ;P)!
    ja też chciałabym móc być apatyczna i senna w miniony już (całe szczęście) weekend, ale caaaały spędziłam w pracy. Dziś boli mnie głowa, boli mnie serce i nie funkcjonuję - też były lody, ale nie pomogły :(
    dieta... moja opierała się na twarogach, jajkach, kurczaku, owocach i warzywach... nadal staram się jeść głównie te rzeczy ;P
    ja schudłam 6 kilo. Ale naprawdę nie wiem, kiedy i nie wiem jak :) samo poszło ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 6 kilo??? To ty jadłaś chyba raz w tygodniu;-)

      Usuń
  5. U mnie rewolucje kulinarne trwaja całe życie. Nie jem mięsa od ponad 20 lata, ciągnie mnie do weganizmu wręcz. Moje dziecko też wymaga mega diety ze względu na alergie i inne takie tam.
    A zestawik całkiem całkiem przyjemny. Wobszarpanych portkach lubię chodzić i podoba mi się tak eleganciej na górze do tego :) :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Hah właśnie żrę lody, żrę bo mam zły nastrój a lody dobrze robią;) Podoba mi się to co masz na sobie, oj bardzo i fajnie mi do Ciebie pasuje:) Ja się na tej metce też nie znam ale torba super, wakacyjna:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Beautiful accessories! Love the shoes!

    - Anna

    www.melodicthriftychic.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Wyglądasz świetnie, ale lepszego samopoczucia życzę Ci wytrwałości w diecie. Super look, chociaż nie moje kolory ;)
    Pozdrawiam, Nabil ;)

    OdpowiedzUsuń