niedziela, 13 kwietnia 2014

Ugotowani

W miniony piątek byłam gościem na kolejnych "Ugotowanych". Trochę Wam poopowiadam. Zacznę od menu, jakie Gospodyni rozesłała na kilka dni przed kolacją.

Na przystawkę: Włoska Przygoda i Pokręcony Romans
Danie główne: Miłosne Rybanie i Grecka Feta
Na deser: I Żyli Długo i  Szczęśliwie

Wygląd zaproszenia sugerował, że kolacja będzie w stylu włoskim. I tego się trzymałyśmy, nagrywając tuż przed spotkaniem filmik z naszymi pomysłami, co też te tajemnicze nazwy mogą oznaczać. Najwięcej śmiechu było przy Rybaniu;-))
Już Wam mówię , co faktycznie przygotowała Gospodyni. Przede wszystkim muszę powiedzieć, że stanęła na wysokości zadania, bo choć uważa, że kiepska z niej kucharka, jedzenie było genialne. I pięknie wyglądało.
Do rzeczy. Przystawką był zapiekany w foremkach do babeczek specjalny włoski chleb (który Gospodyni na tę okoliczność ściągnęła od siostry mieszkającej w Italii). W ten sposób powstały chrupiące, przypominające suchary "korytka", w których umieszczone były suszone pomidory z podsmażoną cebulką. Niebo w gębie, uwierzcie mi! Do tego pokręcony romans, to jest rolada ze szpinakiem i łososiem, wspaniała. Już wzięłam przepis i zrobię to na święta.

Danie główne - mniam! Ryby, świeże pstrągi, przyjechały do Gospodyni   znad morza, a musicie wiedzieć, że mieszkamy w Wielkopolsce. Pstrągi były w całości zapieczone w piekarniku, nadziane masłem z czosnkiem i natką pietruszki. Pyszne to było. Już się nie boję ryb w całości. Zawsze przygotowywałam filety, ale teraz zmieniłam zdanie. Rybie towarzyszyła kolorowa sałatka z fetą i mnóstwem warzyw. Jako miłośniczka sałatek byłam uraczona.

Deser. Przepyszna rolada oraz "domek" z ciasteczek bebe z cudnym nadzieniem kremowo-owocowym. Wyglądało to naprawdę ładnie i bardzo dobrze smakowało.

Co włożyłam  na "Ugotowanych"? Tym razem nie było elegancko. Nie czułam się najlepiej i wolałam coś wygodnego. A wyjątkowo szeroka bluzka jest, wiadomo, nieprzypadkowa. W czymś takim można jeść, jeść, jeść...;-)












fot. Riko

Jeszcze kilka słów o naszych "Ugotowanych." Nie wspominałam, że na potrzeby tych spotkań każda z nas ma specjalne imię;-) Zwiemy się więc Solanż, Żaklin, Żewelin oraz Anżelina. Które z tych boskich imion pasowałoby Wam do mojej skromnej osoby? ;-)

Zostawiam Was już z fotkami. Miłej niedzieli Kochani!



12 komentarzy:

  1. You look adorable! Love your leopard vest :)

    Do you want to follow each other, let me know on my blog?!

    http://danadimitras.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Anżelina? takie pierwsze skojarzenie ;P
    Przedostatnie zdjęcie jest fantastyczne!!! zakochałam się! zmuszę MOF'a żeby mi takie samo zrobił :P
    całosć mi się bardzo podoba, może z bransoletek bym tylko zrezygnowała.

    OdpowiedzUsuń
  3. Może, Solanż?:):)
    Zestaw świetny, Koszula odlotowa:):)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wszystko "brzmi" smakowicie…:)
    Bluzeczkowy "nietoperz" strasznie mi sie podoba.. W sam raz za swiateczne obzarstwo;););)
    Pozdrawiam. Anka

    OdpowiedzUsuń
  5. Żaklin pierwsze przyszło mi na myśl. Świetna stylizacja urzekło mnie to panterkowe :)

    OdpowiedzUsuń
  6. you look so edgy! i am liking the vibe! <3
    i follow your blog if you follow mine at http://justrosesarered.blogspot.com

    ciao!

    OdpowiedzUsuń
  7. ahahaha rybanie wymiotło - oj zjadłoby sie zjadło :) mega wspaniała zachwycająca tunika - wprost uwielbiam takie nietoperze- w caly zestaw wskoczylabym bez wahania

    OdpowiedzUsuń
  8. Rewelacyjny zestaw, Żaklin ;)
    Można Ciebie jakoś obserwować na blogspocie? ;>

    OdpowiedzUsuń