czwartek, 17 kwietnia 2014

slow life

Dzisiejszy post jest niejako naturalną konsekwencją poprzedniego. Mianowicie mam postanowienie. Obiecuję sobie, że przynajmniej spróbuję żyć wolniej. Po prostu, wolniej.
I nie są to obietnice rzucane ot tak, bo chwila, bo nastrój, bo fajnie jest mieć tego typu wnioski. Nie, naprawdę to przemyślałam.
Przede wszystkim muszę być lepiej zorganizowana. Organizacja to nie jest to moja mocna strona, ale praca nad sobą nie boli.  Co to oznacza tak dokładnie? Podstawa to kalendarz i karteczki - żeby nie zapominać i lepiej planować. Dość często umyka mi jakaś sprawa do załatwienia i potem sama się na siebie denerwuję. Mam na głowie dom, pracę, rodzinę i bywa, że nie dam Igorowi pieniędzy na autokar albo nie odpiszę na jakiegoś maila. Chciałabym, by było tego wszystkiego mniej, ale tak się nie da, zatem pozostaje cierpliwa, żmudna i wytrwała walka z żywiołami;-)
Poza tym obiecuję sobie bardziej szanować swój czas. Zaczęłam przyglądać się temu, co z nim robię, i doszłam do przygnębiających wniosków. Ze wstydu nie opowiem Wam o szczegółach obserwacji, ale za to zdradzę, co sobie przyrzekam: mniej komputera, mniej fb, mniej sprzątania, za to więcej ruchu, więcej rozmów z bliskimi, więcej literatury i muzyki. To taki pierwszy rzut, najprostszy plan. Mam świadomość, że banalny w swej treści i naprawdę ograny, ale na pewno trudny w realizacji.




Dziś weszłam w bramę starej kamienicy. Nagrzana słońcem pachniała tak jak pachną właśnie tylko stare mury. Specyficznie, przyjemnie. Z kolei wczoraj wieczorem wyszłam wyrzucić śmieci i zatrzymałam się na chwilę, bo ptaki dawały taki koncert, że żal mi było już minąć  drzewa i nie wtopić się w tę muzykę. Przedwczoraj zaś porcjowałam wiejską kurę, którą czasami sobie załatwiam (ależ z tego jest rosołek!!) Kurę należało tylko pokroić i zamrozić poszczególne paczuszki. Kurka nadal miała jednak łapki-pazurki. Igor wkręcił się w temat, obciął łapki i zrobił mi z ich udziałem niezły kabaret. Nakręciłam szybki filmik i spłakałam się ze śmiechu. I wszystko to są małe migawki, momenty, które gubimy, kiedy się wciąż spieszymy.
Swoją drogą, uważam, że w Polsce pośpiech jest w pewnym sensie modny. W dobrym jest tonie opowiadać, jacy jesteśmy zabiegani (o tak, to ważne słowo w słowniku Polaka), zajęci. Wciąż się spieszymy, nawet jak się nie spieszymy. W kolejce do kasy wszyscy nerwowo drepczą, na jezdni trąbią, jak już się z kimś spotkają, to w międzyczasie odbierają kilka połączeń na komórkę, oczywiście bardzo ważnych. Trochę to denerwujące i śmieszne, jak się temu przyjrzeć.


Dobra, dość przynudzania;-) Kurtka to mój zakup sprzed bodaj 4 lat. bardzo trafiony, choć dość drogi. Nie żałuję, bo to jedna z tych rzeczy, które zawsze pasują, służą wiernie w prawie każdą pogodę i ratują szafiarkę, kiedy nie ma weny na wielkie stylizacje. 
Buty. Wygodniejszych chyba nie posiadam. Są miękkie, giętkie, a moje stopy je kochają. Te z kolei kosztowały niewiele, za to służą już kolejny rok. Niestety, są z materiału i od czasu, kiedy okropnie zmokłam na deszczu, widać na nich lekką rdzę. Ale to przecież dodaje im uroku;-)
Czapka. Uwielbiam czapki i kapelusze! Ta jest świetna wiosną, kiedy nie chce mi się myć głowy i układać fryzury;-)




fot. Riko



kurtka (jacket) - jackpot
spodnie (jeans) - fishbone (sh)
sweter (sweater) - h&m
buty (shoes) - peacock
szal (scarf) - C&A
torebka (bag) - nn
czapka (hat) - sh

6 komentarzy:

  1. Bardzo odważnie połączyłaś wszystkie kolory ze sobą :)
    Pozdrawiam, Nabil ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. O tak, pośpiech to podstawa. Nie znoszę się spieszyć, ostatnio złapałam się na tym że, zapomniałam że już nie muszę się spieszyć, bo to co miałam załatwić i musiałam zdążyć przejechać 15 km w 7 min., już załatwiłam, a pędziłam nadal jak opętana, dopiero spotkana przypadkiem znajoma, zapytała gdzie się tak spieszę, i obudziła mnie:) Paskudny pośpiech:)
    A zestaw fantastyczny, jak zawsze, bardzo mi się podoba:):)

    OdpowiedzUsuń
  3. To co piszesz jest bardzo bliskie memu sercu i nastawieniu "do świata". U mnie spowolnienie już zaczęło się jakiś czas temu, byle całkiem nie wyhamoiwać :D
    Połączenie niebieskiego z czerwonym kiedyś bardzo bardzo mocno mną owładnęło, pozostał sentyment. Butki masz kapitalne, bardzo lubię takowy obuw, raz że wygoda, dwa, że kojarzą się z dawnymi czasami, kiedy to się w podobnych welurkach chodziło i punkowało. :) :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ooo tak, zwolnic - marze by zwolnic… masz racje, trzeba nad tym popracowac;)
    A w tym ubrantu wygladasz jak piekny, kolorowy wedrowiec… wygodnie i milo dla oka;9
    Pozdrawiam! Anka

    OdpowiedzUsuń