niedziela, 30 marca 2014

luz-bluz i o tym, co w życiu ważne

Dziś post lajfstajlowy.
To nie był pierwszy ciepły weekend tej wiosny, ale kiedy już zdarzyła się tak miła pogoda, ciepełko i słońce, to któreś z nas chorowało i kisiliśmy się w domu. Tym razem mogliśmy w pełni korzystać z iście wiosennej aury, co bardzo mnie cieszy. Podładowałam akumulatory.

Wybraliśmy się dziś na małą wycieczkę rowerową. Zastrzegłam już wczoraj, że dziś domowa kuchnia obiadu nie wydaje i trzeba zorganizować stołówkę w terenie. Miska sałatki, owoce, kilka przekąsek i już pikniczek zaaranżowany. Miodzio!








Wiecie co, takie chwile, takie dni są w życiu chyba najbardziej wartościowe. Zdarzają się wprawdzie bardziej wyjątkowe, takie, co to powodują napływ adrenaliny albo trzepot motylich skrzydeł w brzuchu. Myślę jednak, że to te zwykłe małe szczęścia stanowią o tym, kim jesteśmy, jakie jest nasze życie i to dzięki nim jesteśmy spokojni.

Podzielę się z Wami jeszcze jedną myślą. Nic odkrywczego, banał właściwie, ale muszę. Dzisiejszy dzień spędziłam nie tylko z mężem i synem, ale i moim bratem oraz jego rodziną. Mieszkamy naprawdę blisko siebie, dzieli nas raptem kilka ulic, a jednak z braku czasu i swoistego lenistwa, sama nie wiem co bardziej, widujemy się nie dość często. Okropne czasy nastały w tym temacie - zbyt mało czasu i uwagi poświęcamy bliskim i przyjaciołom.

A pamiętam, jak mieszkaliśmy zagranicą i straszliwie brakowało mi kontaktu z rodziną. Teraz  mam ją blisko i nie korzystam w pełni z tego dobrodziestwa. Ale obiecuję poprawę, bo nie ma nic wspanialszego niż obecność ludzi, których się kocha.   




Uwielbiam mój rower. Jest stary, choć nie wiem, ile naprawdę ma lat. Ja zakupiłąm go kilkanaście lat temu, ale kto wie, jak długo przede mną korzystała z niego jakaś Holenderka...
Wygodnie i prosto się na nim siedzi, koła są ogromne, więc na szosie to niezły pędziwiatr. Ale nie mogę nie wspomnieć, że ma cudny look. Niestety, zepsuł mi się oryginalny dzwonek, chyba najpiękniejsza część, ale reszta się zachowała. Spójrzcie na te rączki;-) Poza tym podoba mi się połączenie grafitu z czerwienią - klasyka.
A mój czaro-czerwony strój jest zupełnie przypadkowy;-)






Zasnę dziś z poczuciem przyjemnie spędzonego dnia i sensownie wypełnionego czasu.  Życzę sobie i Wam jak najwięcej takich dobrych, powolnych dni.


5 komentarzy:

  1. Oj Twoj post taki optymistyczny, wiosenny, rodzinny.. a mi sie smutno zrobilo..:( Bo ja wlasnie daleko od swojskich klimatow, wycieczek po ukochanych okolicach i z dala od najblizszych… i tego najbardziej brak.
    Wiec korzystaj, bo masz wielkie szczescie pod samym nosem:) Usciski<3 Anka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiem doskonale, o czym mówisz. Ale trzymaj się! Buziaki.

      Usuń
  2. Oj, tak, takie chwile na wagę złota:)
    U nas też wczoraj było piknikowo-rodzinnie, tak lubię:)
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  3. such a nice pics of nature!! really cool!
    and your outfit is pretty nice!)

    very nice blog by the way :)

    kisses from Russia,
    Juliet
    RUSSIAN DOLL

    OdpowiedzUsuń
  4. Często to co bliskie, nie zauważamy na co dzień, bo wydaje nam się to takie oczywiste. Twoje zdjęcia nad wodą - cudne... Uwielbiam tak spędzać czas... Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń