poniedziałek, 17 lutego 2014

czuję, że szyję!!

 








Wszystko zaczęło się od maszyny do szycia, którą kupił mi Riko pod choinkę rok temu. Owszem, zdziwił się trochę, że takie mam życzenie, ale je spełnił. Nie on jeden zupełnie nie kojarzył mnie z szyciem i pokrewnymi dziedzinami. Sama nie wiedziałam, jak to będzie, ale chciałam móc sobie wszyć spódnicę, podwinąć zasłony czy portki. Teraz miałam maszynę, ale nie potrafiłam nawet nawlec na nią nitki, o szyciu nie wspominając.
    Maszyna z miesiąc stała w szafie, a ja coraz bardziej się jej bałam;-) Wreszcie poprosiłam koleżankę z pracy, również amatorkę, ale jednak z jakimś doświadczeniem, by wytłumaczyła mi podstawy. Sama byłam zaskoczona, jak wkrótce dokonałąm niemożliwego i uszyłam pierwszą poszewkę na poduszkę. Ależ ja byłam z siebie dumna.
   Przerobiłam masę rzeczy. Czasami  kupowałam coś za grosze w sh, bo choć było za duże czy miało niemodne rękawy, dostrzegałam w tym potencjał i już kombinowałam, jak zrobić z tego cacko.




Ale to mi nie wystarczało. Chciałam umieć coś naprawdę USZYĆ. Mało tego, pewnego wieczoru dosłownie mnie olśniło. Riko chrapał sobie obok, a ja nie mogłam zasnąć z podekscytowania. Otóż uświadomiłam sobie, że w głowie mam sporo pomysłów na ubrania, wciąż coś wymyślam, ale brakuje mi umiejętności, by to przenieść na papier, potem na tkaninę.
   Nazajutrz od samego rana szperałam w sieci, poszukując kogoś, kto nauczy mnie szycia.  Wcale nie było  łatwo, bo od początku wiedziałam, że nie chcę zostać typową miarową krawcową. Raczej zależało mi, by umieć tworzyć, materializować pomysły i, nazwijmy to szumnie, projekty, które mi błądzą po głowie. Musiałam poznać krawieckie rzemiosło, ale nie tylko.
    Kursów, szkoleń, szkół, które uczą krawiectwa jest sporo, ale dopiero kiedy znalazłam stronę Ewy, coś mnie tchnęło. A kiedy się spotkałyśmy, już wiedziałam, że jest chemia;-) Urzekła mnie też pracownia Ewy - nie było wątpliwości, że mam do czynienia z artystką. 
   W istocie, jest artystką nie tylko z nazwy. Ukończyła studia na ASP (wiem, że teraz jest to Uniwersytet Artystyczny, ale ASP brzmi lepiej;-)), gdzie obecnie robi doktorat. Przygotowuje też piękne kolekcje.
 

Osobowość Ewy, atmosfera jej atelier oraz kursu tylko wzmocniły moje postanowienie, że chcę zgłębiać tajniki kroju i szycia. Póki co jestem na początku drogi do realizacji marzeń, ale na pewno znacznie dalej niż jeszcze kilka miesięcy temu.
    Mam tyle pomysłów, że aż nimi kipię. Teraz potrzebuję duuuuużo czasu, cierpliwości i tkanin. I jeszcze raz czasu. Wkrótce pochwalę się Wam pierwszymi osiągnięciami w dziedzinie szycia.









Na zdjęciu poniżej ja z Ewą (druga od lewej) oraz innymi kursantkami.

11 komentarzy:

  1. very very nice my dear!! Lovely!!!

    www.borsadimarypoppins.com

    OdpowiedzUsuń
  2. cudowny blog, bardzo fajnie się go ogląda i czyta :)

    http://agabierkophotography.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oo, czyli ktoś jednak czyta moje wypociny;-))

      Usuń
  3. Tez czytam :)
    I zawsze marzyłam i kursie szycia i maszynie. Lubie sobie cos dłubać, ale zawsze ręcznie, wiec sa to tylko drobne poprawki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja nie miałam takich marzeń, poszło rzutem na taśmę;-) Też dłubałam, nie powiem, zawsze miałąm zacięcie do takich spraw, ale maszyna?? To temat w miarę świeży, dobry rok.

      Usuń
  4. Strasznie chciałabym mieć taką swoją pracownię, pokoik z tymi wszystkimi ''gadżetami'', kiedy zobaczyłam te zdjęcia znowu naszła mnie chęć zrealizowania tego marzenia który nazywam MMM . Maszyna, manekin i materiały ;D Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. niestety, pracownia nie jest moja, ale jest świetna i też marzy mi się jakieś takie miejsce tylko do szycia

    OdpowiedzUsuń
  6. W czasie pisania komentarza trwają kursy. Arleta, moja świetna zastępczyni działa z Dominika (kursantką; pierwsza z lewej), realizują żakiet ;-), Idzie im wspaniale. Tak, miejsce pracy jest bardzo ważne, duży stół i ostre nożyczki to podstawa. Jeszcze dobra atmosfera i pasja ;-) Życzę wszystkim spełnienia swoich marzeń twórczych. Magda już poczyniła kroki co widać na relacji fotograficznej i są efekty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U Ciebie jest wszystko, nie tylko duży stół i ostre nożyczki, ale cały arsenał gromadzony latami. Co do atmosfery, to kurs u Ciebie jest jak wizyta u fryzjera albo randka - człowiek czeka na ten dzień tygodnia jak głupi;-) Dominika szyje żakiet to powodzenia, niech wyjdzie cacko. Ja też mam nadzieję jeszcze dać krawieckiego czadu;-)

      Usuń
    2. Ja w to nie wątpię ;-) potencjał twórczy w Tobie jest ogromny i trzeba go wykorzystać.

      Usuń
  7. Szyć nie umiem ..jakoś mnie to nie wciąga , ale za to jutro 17,09 zaczynam kurs robienia na drutach ....już nie mogę się doczekać ..
    Gratuluje takiej pasji i tych pomysłów....

    OdpowiedzUsuń