niedziela, 16 lutego 2014

Valentine's Day.


Tegoroczne Walentynki zapamiętam na długo. Ba! Pewnie do końca życia;-) Wcale nie były klasycznie romantyczne, przeciwnie, wypadły przerażająco;-)
Już spieszę z wyjaśnieniami, siedzicie wygodnie?


Co jakiś czas spotykałyśmy się z koleżankami, by pić winko, pytlować, śmiać się i robić wszystko to, co robią baby na babskim spotkaniu. I zawsze jadłyśmy bzdury. Wreszcie jedna wpadła na genialny pomysł, by to trochę urozmaicić i spotykać się u każdej po kolei na "Ugotowanych". Pomysł ten jest inspirowany popularnym programem w TVN.
    U nas wszystko jest jak w tv, tylko nie ma pięciu tysięcy na koniec oraz kamer podczas kolacji. Ale jest tajemnicze menu dostarczone uczestnikom jakiś czas przed spotkaniem, jest nagrywanie prób odgadnięcia, co też może oznaczać ta czy inna nazwa dania, są eleganckie fatałaszki, winko dla  gospodyni. I oczywiście przepyszne jedzenie.




   
Ostatni "odcinek" wypadł właśnie w Walentynki. Nasi ukochani dali nam przyzwolenie na takie niestandardowe rozwiązanie i podczas gdy oni kibicowali startującym w Sochi skoczkom narciarskim, my... udałyśmy się na mroczną, krwawą i strrrrraszną kolację.  Pani domu przystroiła mieszkanie czarnymi sercami, węglowym szkicem upiornej bohaterki "Egzorcyzmów Emily Rose", nas przywitała też sugestywna muzyka klasyczna, na przykład opera "Madame Butterfly." 


Kiedy już zjadłyśmy przygotowane pyszności, zaczęła się atrakcja, czyli stała część scenariusza, tak jak i w telewizyjnej wersji "Ugotowanych." Najpierw zasiadłyśmy na kanapie, by obejrzeć thriller "Blair witch project." Film nawet trzymał w napięciu, bo choć każda go już widziała, to lata temu i zwyczajnie zapomniała szczegóły fabuły. Jednak chyba częściej się śmiałyśmy niż bałyśmy. Tylko że to był dopiero początek przygody.






   Koło północy gospodyni nakazała nam przebrać się w wygodne i ciepłe ciuchy (zgodnie z wcześniejszymi instrukcjami przytargałyśmy je ze sobą). Zrzuciłąm więc serduszkowe rajtki, woalkę i spodenki na rzecz dżinsów, bluzy i płaskich butów.
I...
I gospodyni zaopatrzyła nas w latarki i wsadziła w samochód, by   zawieźć do lasu. Celem wycieczki były bunkry, ale tylko połowa składu stwierdziła, że jest na to gotowa. Kto wymiękł pierwszy? Ja! Ja! Jestem największym cykorem, jakiego znam, więc wcale się nie zdziwiłam, hehe.
Bunkry skryte w środku gęstego lasu popodziwiałyśmy (tak, to eufemizm) z auta, po czym kierowniczka wycieczki zawiozła nas w bardziej "lajtowe" miejsce. Kilka kilometrów dalej, w tym samym lesie, przy samotnej leśniczówce stałą sobie kamienna studnia. Nic szczególnego, prawda? Ale to była noc,  na niebie pełnia, a studnia nie byłą przypadkowa, mianowicie spokojnie mogłaby robić za scenerię filmu  "Krąg."






    Dziewczyny koniecznie chciały zajrzeć do studni, ale uszanowały to, że prawie mdleję ze strachu,  jestem sinozielona i nie dam rady;-) Wiecie co? Świetny wieczór, z emocjami, z przygodami, ale dawno się tak nie cieszyłam, że w domu czekają na mnie bezpieczne ramiona Riko.  Czyli, summa summarum, ten wieczór miał coś z romantyzmu...

fot. Riko

  Choć sesję robiłam dzisiaj,na tę kolację ubrałam się tak, jak widzicie  na zdjęciach. Rajstopy zakupiłam kilka miesięcy temu z myślą właśnie o 14 lutego. Doczekały się. Ponadto wszystkie umówiłyśmy się, że należy włożyć coś czerwonego i ja postawiłam na ozdobę włosów z woalką. Wykonałam ją sama i powiem nieskromnie, że bardzo mi się podoba. Czerwień zagościła też na ustach i paznokciach.

rajstopy (tights) - nn
spodenki (shorts) - zara
bluzka (blouse) - nn
woalka (fascinator) - DIY
buty (shoes) - mango
torebka (bag) - vintage
futro (fur) - orsay


4 komentarze:

  1. Magda przelecialam przez wszystkie foty zeby tylko dowiedziec sie co dalej co dalej dreszczyk emocji ,suuuper historia i tak Ci podziwiam ja pewnie przed wyjazdem bym speniala.Po przeczytaniu wrocilam do zdjec no i kochana ....czad tajemnicza dama, super wszystko polaczylas
    no a wolalka hm 1 klasa dawj inne kolory jeszcze .Justyna

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochana,
    pomysł na takie spędzenie wieczoru i to walentynkowego -oryginalnie. Ja nie wiem czy odważyłabym się jechać w nieznane o północy ale będziesz miała co wnukom opowiadać. Już Ci wcześniej mówiłam, że Twój styl życia nadaje się na nietuzinkowy serial TV. Jeśli chodzi o ubiór szortów nie widzę na zdjęciach ale co tam szorty jak się ma takie nogi. Czerwona woalka, hmm zgłoszę się do Ciebie jak będę musiała zaskoczyć towarzystwo, super pomysł. Tak w ogóle na pierwszym zdjęciu w ogóle Cię nie poznałam. Super zdjęcia i historyjka też. Paulina;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń