środa, 12 lutego 2014

Rzecz o okularach




Nie przepadam za okularami. Zwykle noszę soczewki kontaktowe. Zdaję sobie sprawę, że i w optyce jest moda, a dobrze dobrane oprawki potrafią zdziałać cuda - dodać urodzie pazura i charakteru, nadać twarzy szlachetniejsze rysy czy odwrócić uwagę od niedoskonałości. To prawda, w salonach optycznych można spotkać prawdziwe dzieła sztuki, a gama barw i wzorów wprost oszałamia. Nic jednak nie przekona mnie, że w okularach wyglądam lepiej niż bez.
    Jestem okularnicą od siedemnastego roku życia i pozostaję niepogodzona ze swoją ułomnością estetyczną. Otóż uważam, że w brylach kobieta nie ma oczu, pół twarzy jej znika. Czasami, kiedy wiem, że włożę okulary, bo jestem niewyspana albo akurat mam ochotę, to nawet malować mi się już tak nie chce. I tak nikt tam niczego nie dostrzeże, więc kreska, tusz i już;-)
    I tak poczyniłam krok naprzód, bo odkąd mam te oprawki, czasem noszę okulary nie tylko w domu. Wcześniejsze były mocno démodé i żadna siła nie mogła mnie zmusić, bym pokazała się w nich ludziom;-)




   W tych czuję się znacznie lepiej, choć zdarzyło mi się kilka zastanawiających komplementów typu "Nie mogę się do ciebie przyzwyczaić" albo "Taka pani przystojna w tych okularach". Hm... I w tym miejscu nie mogę nie przytoczyć mojej anegdoty. Któregoś dnia siedzę w pracy, wchodzi Pan Klient. Podaje mi różne dokumenty, coś tam robi, płaci, ale właściwie nie spuszcza ze mnie oka. Zdarzyło się to nie pierwszy już raz. facet wątpliwej urody, reputacji i kondycji psychicznej, więc ani na jotę mi to nie schlebiało.
- Przepraszam, że może mi pan powiedzieć, dlaczego mi się pan tak uporczywie przygląda? - nie wytrzymałam. - Krępuje mnie to.
- Bo ma pani takie śmieszne okulary - odparł naprędce Pan Klient.
    Miałam dobry humor przez cały dzień, a czy okulary są śmieszne, nie wiem;-)




Piszę ten post i przypomniało mi się, że na 30-tkę Riko chciał zafundować mi zabieg laserowego usunięcia wady wzroku. Pomysł, a jakże, bardzo mi się spodobał i w te pędy pojechałam do kliniki na wstępne badania. Zakwalifikowałam się, miałam termin zabiegu, a moje okularowe "ja" czuło nieopisaną radość. Coś mnie jednak podkusiło, by zacząć grzebać w forach internetowych. Kilka nieciekawych historii zachwiało moja pewnością na tyle, że odpuściłam.



Okej, zmienię temat. Punktem wyjścia do dzisiejszego zestawu była spódnica. Kupiłam ją w uroczym sklepiku, bo od razu spodobał mi się jej nietypowy krój, poza tym lubię spódniczki w kratkę. Miałam ja raz na sobie i czułam się idiotycznie, bo podwyższony stan tylko podkreślał dyspproporcje mojej sylwetki. Przeleżała w szafie pół roku, wreszcie zabrałam się do jej przerobienia tak, że opadła mi nieco niżej na biodra. Teraz jest dużo lepiej.
    Pomarańczowe rajstopy miały złamać nudną, babciową kolorystykę. One też leżały w szafie chyba ze dwa lata, by dziś mieć swoją premierę. I muszę przyznać, że mi się podobają i choć obawiałam się, że mogą pogrubiać nogi, raczej  krzywdy nie robią.


 fot. Roma



2 komentarze: