niedziela, 9 lutego 2014

leniwy dzień i strój-samograj

Oj, oj! Ależ zaniedbałam bloga. Wszystko przez ferie i urlop. Robię różne inne rzeczy i niemal w ogóle nie zaglądam do komputera.
Właściwie to kończę urlop. Choć u nas w Wielkopolsce ferie zimowe dopiero na półmetku, ja wracam do rzeczywistości, a Igora oddaję bratowej do adopcji.
Opowiem Wam, jak u mnie wygląda czas, kiedy mam wolne. Otóż teoretycznie powinien mijać powoli, ale niestety, kurczy się boleśnie szybko. Też tak macie?   To okropne - przed urlopem zakładam, że wreszcie zrobię to, to i tamto, a ledwie udaje się zrealizować połowę planu. I nie wiadomo jak z przedpołudnia nagle robi się wieczór.
   Kiedy chodzę do pracy, a syn do szkoły, jestem zdecydowanie lepiej zorganizowana i efektywniej przekładam energię na czyny. Teraz mogłabym się pochwalić tytułem mistrzyni grzebulstwa i rozbicia. Popełniałam grzeszek za grzeszkiem. Przede wszystkim wstawałam nie o 6.00, tylko kiedy się wyspałam. Poza tym celebrowaliśmy poranki w piżamach i powolne śniadania, potem ja delektowałam się kawką i ciachem, serfowałam po internecie. I tak, gotowa, by wyjść z domu byłam koło południa;-)
    Zdjęcia pochodzą z jednego z takich wyjść. Poszliśmy z młodym po prostu przed siebie, na spacer. To on wybrał miejsce do zdjęć i sam je zrobił.






Nie ma co się denerwować. Czasami trzeba wrzucić na luz, a nawet pogrążyć się w drobnym, słodkim chaosie, a organizację poświęcić dla spontaniczności.




    
Co do stroju, jest to wygodny zestaw "na szybko". Z rodzaju tych, które nazywam samograjami. Dobrze się w tym czuję, jest mi wygodnie, a przy tym mam na sobie ulubione szarości.
Kurtkę kupiłam kiedyś, mieszkając w Anglii, za jedyne 5 funtów, naprawdę śmieszna cena. Lubię ją, bo jest luźna i mogę pod nią włożyć każdy sweter, pasek i wszystko, co pod ciaśniejszym płaszczem dziwnie odstaje.
    Ogólnie jest to leniwy outfit, ale mam nadzieję, że wygląda nie najgorzej.


kurtka (jacket) - nn
sweter (sweater) - nn
spódnica (skirt) - nn
pasek (belt) - nn
rękawiczki (gloves) -nn
szal (shawl) - diy
nadkolanówki (overknee socks) - primark
buty (shoes) - ccc
torebka (bag) - harolds (vintage)

2 komentarze:

  1. Twój syn robi lepsze zdjęcia, niż moja mama ;P jej, jakby dać aparat, to prędzej by zepsuła, niż pstryknęła zdjęcie ;P
    poranne wstawanie to coś, czego nienawidzę - mogę wstać nawet i o szóstej, ale jeśli sama czuję taką potrzebę, a nie jak muszę!
    tego nie cierpię z całego serca!

    no widzisz, tak jak Ty moje "protezowanie", tak ja Twoje "grzebulstwo" przygarniam ;)

    a kurtkę masz wspaniałą! uwielbiam takie modele!
    szczerze Ci jej zazdroszczę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej, miło, że do mnie wpadłaś.
    Grzebulstwo jest Twoje, oddaję bez walki, hehe. Co do kurtki, to rzeczywiście udany zakup. Znalazłam ją w dziwnym sklepiez paskudnymi chińskimi ciuchami. Mało, że mi się podoba, to jeszcze, mimo upływu lat, całkiem dobrze się trzyma, choć piorę ją w pralce. No imożna mieć duży brzuch, nic nie widać;-))

    OdpowiedzUsuń